l ZASP złożył w poniedziałek zażalenie na decyzje prokuratury. Związek zarzuca, że ING znał trudną sytuację Stoczni, a mimo to dalej oferował jej obligacje.

l ZASP chce się dowiedzieć, czy bank nie wprowadził ich w błąd.

l Tanno Roozen, wiceprezes ING, brał udział w programie emisji obligacji Porty Holding oraz uczestniczył w spotkaniach z rządem, na których zastanawiano się, w jaki sposób uratować Stocznię. Po rozmowach bank dalej sprzedawał papiery dłużne.

l ING twierdzi, że sprawa go nie dotyczy. Prezes ZASP Olgierd Łukaszewicz mówi jednak, że przedstawiciele kierownictwa banku sugerowali mu, by o sprawie obligacji sprzedawanych przez ING nie rozmawiał z mediami.

Sprawa obligacji Stoczni Szczecińskiej ciągnie się już prawie rok. Jest precedensowa na polskim rynku. Trudno orzec, kto ma w niej rację. Związek Artystów Scen Polskich twierdzi, że został wprowadzony w błąd. Jednocześnie decyzje inwestycyjne to sprawa indywidualna. Można zaryzykować stwierdzenie, że ZASP sam jest sobie winny - zanim kupił, powinien sprawdzać wiarygodność Stoczni. Z drugiej strony należy zastanowić się, czy ING Bank znał sytuację Stoczni, a mimo wszystko dalej był organizatorem, agentem i dealerem emisji. Bank uchylił się od odpowiedzi na pytania, jakie mu przesłaliśmy. Zdaniem pełnomocnika ZASP, również i prokuratura podczas dochodzenia nie zrozumiała istoty sprawy. Stąd zażalenie na jej orzeczenie. To organy śledcze jako jedyne mogą wyjaśnić, czy doszło do nieprawidłowości. Chyba najważniejsza jest jednak odpowiedź, czy ING wiedział o dramatycznej sytuacji Stoczni, a mimo to nadal zbywał jej papiery. O tym, jaka jest waga problemu, świadczy ostatni przykład z Włoch. Tam prokuratura nie waha się przeszukać mieszkania prezesa domu inwestycyjnego, aby dowiedzieć się, czy znał sytuację finansową spółki Cirio (zbankrutowała), której obligacje sprzedawał i czy środki z obligacji nie posłużyły do spłaty zadłużenia na rzecz konsorcjum bankowego. Innymi słowy, czy bank nie przerzucił długów na swoich klientów.