Chińskim producentom i handlowcom nie brakuje kłopotów powodowanych decyzjami amerykańskich władz. A to rząd nakłada cła na telewizory i tekstylia, a to deputowani protestują przeciwko rekordowemu deficytowi handlowemu, czy wreszcie Departament Stanu od czasu do czasu piętnuje łamanie praw człowieka. Mimo to handel kwitnie. Tylko w ub.r. Chiny sprzedały w USA towary za 125 mld USD. I w tym samym czasie wydały w USA na lobbing, czyli zabieganie o swoje interesy, zaledwie 180 tys. USD. Więcej pieniędzy przeznaczyły na uzyskanie wpływu na amerykańską politykę afrykańskie państewko Malawi, alpejskie księstwo Lichtenstein czy archipelag na Pacyfiku Vanuatu. Ale takie kraje muszą Amerykanom przypominać o swoim istnieniu i w większości przypadków zabiegają po prostu o pomoc. W imieniu Chin występują zaś w Waszyngtonie największe amerykańskie spółki. I to nie tyle z czystej sympatii, ile w obronie swoich inwestycji bezpośrednich w tym kraju wartych już 43 mld USD.

Boeing, General Electric i inne koncerny w pełni podzielają opinię Chin w takich kwestiach, jak niskie cła i stabilne kursy walutowe. Czynią to tym chętniej, że coraz większą rolę w ich interesach odgrywają towary importowane z Chin. W ub.r. amerykańskie spółki kupiły za 70 mld USD części i podzespoły produkowane w Chinach. To ponad połowa chińskiego eksportu do USA, tak gorąco krytykowanego niekiedy na Kapitolu. - Chiny nie uprawiają żadnego lobbingu. Wszystko, co trzeba, robi w tej sprawie amerykański biznes - przyznał James Sasser, ambasador USA w Pekinie w latach 1995-1999.

W tej sytuacji chiński premier Wen Jiabao dziękował w tym tygodniu za wsparcie szefom amerykańskich korporacji na spotkaniu sponsorowanym przez Izbę Handlową Stanów Zjednoczonych, a zorganizowanym w luksusowym waszyngtońskim hotelu Ritz - Carlton. Dzień wcześniej, w czasie lunchu wydanego w Nowym Jorku przez stowarzyszenie bankowców, przypomniał jednak, że "z 500 największych amerykańskich spółek ponad 400 robi interesy w Chinach i większość z nich czerpie z tego pokaźne zyski".

A oto najnowszy przykład wyraźnego wsparcia amerykańskich przedsiębiorców dla Chin. W listopadzie Okrągły Stół Biznesu, organizacja prezesów największych spółek, m.in. Forda i International Paper, wysłała listy do senatorów "usilnie nakłaniające" ich do odrzucenia projektu uchwały przewidującego nałożenie ceł na towary z Chin, jeśli nie umocnią one swej waluty, co podrożyłoby eksport. Biznesmeni napisali w tym liście: "Dla najpotężniejszej na świecie gospodarki fałszywy wydaje się argument, że chińska polityka walutowa zagraża naszemu bezpieczeństwu". "Naszemu", a więc autorów listu, na pewno nie zagraża. Większość towarów produkowanych w Chinach przez amerykańskie fabryki przeznaczona jest na eksport.