Cień ciut za cieniutki - to pierwsze słowa, jakie usłyszałem po piątkowym zamknięciu. To, co dla niektórych było ogromną siłą rynku, potwierdzoną przez obroty, dla innych zapowiadało dzień odwrotu. Wystarczyło nieco niższe zamknięcie. Trudno bowiem nie zauważyć analogii do 15 października, gdy po przetestowaniu szczytu hossy, zarówno na rynku kontraktów, jak i na indeksie na dziennych świeczkach została wykreślona spadająca gwiazda. To bardzo częsty sygnał sprzedaży, odwracający dotychczasowy trend wzrostowy. Jak wspomniałem, górny cień piątkowej świeczki można uznać kilka punktów za krótki, ale to nie jedyny argument podający w wątpliwość powszechny optymizm, jaki pozostawił ostatni tydzień (Wigometr +29 pkt).
Warto też zerknąć na piątkowe obroty. Według analizy technicznej, wzrost powinien być optymistycznie odbierany, gdy towarzyszą mu zwiększone obroty. Wiadomo jednak, że aż tak duża aktywność na rynku akcji świadczy również o zaciętym oporze podaży. Oczywiście, ocena bardzo subiektywna, ale dla mnie wyznacza ją odpowiedź, czy mamy wybicie ponad opory (obrót potwierdza), czy walkę na ich poziomach (wtedy dystrybucja). Obecnie mamy ten drugi wariant, w którym popyt musi przebijać się przez ogromny nawis podaży, pozostawiony po konsolidacji z pierwszej połowy listopada. Potwierdzeniem, że tak duże obroty nie zawsze są dla rynku korzystne, niech będzie choćby wspomniany 15 października, gdy przy teście oporów na szczytach hossy obroty na rynku akcji były niemal dokładnie takie same, jak na piątkowej sesji (prawie 500 mln). Spadamy? Nie odważyłbym się tak napisać do czasu zamknięcia piątkowej luki hossy na indeksie. Jednak dopóki rynek nie przebije się przez listopadowe szczyty, porzuciłbym optymizm.