Weekendowy szczyt w Brukseli był poświęcony próbie osiągnięcia kompromisu wokół przyjęcia, a następnie ratyfikowania przez wszystkich 25 członków UE - włączając tych, którzy przystąpią do Unii w maju 2004 roku - konstytucji Wspólnoty, nad którą przez 17 miesięcy pracował specjalnie powołany Konwent.
Większość z kilkuset artykułów dokumentu nie budziła zastrzeżeń, oprócz dwóch kwestii: podziału głosów w Radzie UE oraz, w mniejszym stopniu, braku odwołania do chrześcijańskiego dziedzictwa w preambule do konstytucji. Zgodnie z projektem konstytucji decyzje w Radzie UE miałyby zapadać większością 50% głosów pod warunkiem, że państwa stanowiące większość reprezentują co najmniej 60% mieszkańców Unii.
Przeciw takiemu rozwiązaniu ostro wystąpiła Polska wspierana przez Hiszpanię - państwa te najwięcej straciłyby na przyjęciu tego rozwiązania i twardo obstawały za przyjęciem tzw. nicejskiego systemu głosów.
W 2000 roku po długich sporach zgromadzeni w Nicei szefowie państw unijnych postanowili, że w Radzie UE Niemcy (ok. 80 mln mieszkańców), a także Francja, Włochy i Wielka Brytania (po ok. 60 mln) będą dysponowały 29 głosami, natomiast Polska i Hiszpania (po ok. 40 mln) - 27 głosami.
"Ta zmiana, która w Konwencie jest proponowana, [polega na tym,] że cztery największe państwa mają taką samą siłę głosów, jak 21 państw następnych. Polska walcząc o utrzymanie ustaleń z Nicei nie walczy o polskie interesy, ale walczy o styl, formę podejmowania decyzji" - powiedział także Miller.