W imieniu PO projekt budżetu skrytykował poseł Rafał Zagórny. - Już w pierwszym czytaniu mówiliśmy o ogromnym deficycie, wzroście wydatków, w tym na administrację aż o 16%, błędnych założeniach makroekonomicznych. Teraz moglibyśmy te wszystkie zarzuty powtórzyć, bo podczas prac Komisji Finansów nie udało się wiele naprawić. Ale nie ma to sensu, bo większość parlamentarna i tak zrobi swoje - powiedział poseł Zagórny. - Dlatego zgłaszamy nowe poprawki, przygotowane po spotkaniu z wicepremierem Jerzym Hausnerem. Wychodzimy naprzeciw jego deklaracjom i mam nadzieję, że wicepremier będzie namawiał do poparcia naszych propozycji - dodał przedstawiciel PO.
Niech się Hausner wywiąże
Zdaniem R. Zagórnego, podczas spotkania z klubem PO J. Hausner deklarował, że poprze cięcia w wydatkach na administrację jeżeli pozna konkretne rozwiązania. Miał też deklarować poparcie dla zmniejszenia kosztów ZUS-u, ograniczenia dofinansowania partii politycznych, zminimalizowania wydatków budżetowych na środki specjalne. PO zgłosiła poprawki uwzględniające wszystkie postulaty wicepremiera, dzięki czemu deficyt budżetu ma się zmniejszyć o 2,2 mld zł.
Bardzo krytyczny wobec projektu budżetu był poseł PiS Kazimierz Marcinkowski: - Ten budżet jest tak zły, że aż się nie chce o nim gadać. Gdyby był przygotowywany przez PiS, zmienilibyśmy w nim wszystko. Jego zdaniem, deficyt powinien być dużo mniejszy. K. Marcinkowski wezwał prezydenta do zrezygnowania z wydatków inwestycyjnych jego kancelarii. - Ludzie nie mają pracy, nie mają czym do niej dojechać, bo budowa np. warszawskiego metra stoi, a Kancelaria Prezydenta w ciągu ostatnich lat wydała ponad 100 mln zł na inwestycje - grzmiał poseł PiS. Deficyt można też zmniejszyć, jego zdaniem, dzięki zdynamizowaniu prywatyzacji oraz zwiększeniu wydajności pracy kontrolerów skarbowych.
Rezerwa na dziurę