Interpretację wczorajszej sesji należy pominąć milczeniem. Zmusza do tego wprost śladowy obrót akcjami do ostatnich dwóch godzin sesji. A jeśli ktoś ekscytował się zwiększoną aktywnością w końcówce, to wyraźnie było widać, że miała ona niewiele wspólnego ze wzrostem optymizmu, a była jedynie wyciąganiem kontraktów przez arbitrażystów i inne moce tajemne.

Warto w tym miejscu przypomnieć, jak "ciekawe" sesje pozostały do końca roku. Najbliższe 3 dni to ustawianie rynku przez koszyki akcji wynikająca z dalszego procesu zamykania pozycji przez arbitrażystów, lub próby ustawiania rynku pod płaszczykiem arbitrażu. Przy zawsze (oprócz internetowej hossy) zmniejszonej aktywności w drugiej części grudnia może mieć to znaczący, a zarazem dowolny wpływ na rynek. Kolejne 2 sesje wypadną przed Wigilią i tutaj najlepszą rekomendacją byłoby "silnie kupuj" dla producentów kawy. W końcu ambitnych i przejedzonych inwestorów na koniec roku dobije 2,5 sesji (Sylwester skrócony), na których fundusze będą upiększać wycenę swoich jednostek. By w tym miejscu wzrost nie był dla nikogo oczywisty przypomnę, że to upiększanie czasami przebiega poprzez oszpecanie przeciwnika.

Powyższy giełdowy kalendarz nie zachęca do angażowania się w rynek. Coraz niższa płynność (czytaj coraz większy wpływ pojedynczych dużych graczy) zwiększa ryzyko otwierania pozycji nawet na podstawie wyraźnych sygnałów technicznych. Za bykami stoi utrzymanie wczoraj średniej kroczącej. Za niedźwiedziami sygnał sprzedaży z poniedziałkowej sesji, gdy rynki luką wyczerpania (startu - 1 XII, ucieczki - 12 XII) zakończyły penetrację silnej strefy podaży. No i oczywiście najważniejszy argument za sprzedażą - nie ma zagrożenia złapaniem Saddama.