- Dane dotyczące produkcji przemysłowej były wprawdzie nieco gorsze od oczekiwań, ale i tak mamy się czym cieszyć - mówi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK. Według Reutersa, analitycy oczekiwali wzrostu średnio o 10,5%. GUS podał również wyniki miesięczne (w listopadzie produkcja była o 8,1% mniejsza niż w październiku) oraz dane skorygowane o czynniki sezonowe (wzrost rok do roku o 8,7%).
Nadal główną siłą napędzającą przemysł pozostaje eksport. Najszybciej rośnie produkcja towarów, które Polska sprzedaje na zagranicznych rynkach: pojazdów mechanicznych, mebli oraz maszyn i urządzeń. - Po raz pierwszy w tej grupie znalazły się maszyny i urządzenia elektryczne - mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP. - To są dobra o charakterze inwestycyjnym. Zwiększenie ich produkcji może być zwiastunem ożywienia w inwestycjach - dodaje.
Do przeciwnych wniosków można dojść, analizując sytuację w budownictwie. Ekonomiści już od kilku miesięcy prognozują przełamanie trendu spadkowego. Ale wyniki GUS ciągle rozczarowują. W listopadzie produkcja budowlana była o 5,1% mniejsza niż przed rokiem (w stosunku do października spadła aż o 17,5%). Jeszcze gorsze są dane skorygowane o czynniki sezonowe: wskazują na spadek rok do roku o 6,9%. - To jest bardzo niepokojące. Przedłużająca się zapaść w budownictwie może świadczyć o tym, że przedsiębiorstwa nie zaczęły jeszcze inwestować - ocenia P. Bujak.
GUS poinformował również o wzroście w listopadzie cen produkcji o 3,7% rok do roku. Ekonomiści uspokajają, że nie oznacza to wzrostu presji inflacyjnej. - To jest efekt osłabienia złotego - mówi Ł. Tarnawa. - Sądzę, że w kolejnych miesiącach wzrost cen zostanie zahamowany - dodaje.