Rezerwa rewaluacyjna, czyli rezerwa tworzona na pokrycie ryzyka zmian kursu złotego do walut obcych, wzbudzała w ostatnich miesiącach wiele kontrowersji. Wielu polityków, a nawet były minister finansów Grzegorz Kołodko, chciało jej częściowego rozwiązania na pokrycie np. kosztów wejścia Polski do Unii Europejskiej (UE), na zwiększenie wydatków budżetu, czy też, choć rzadko, na zmniejszenie deficytu budżetowego.
Przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego (NBP) krytykowali te pomysły jako niezgodne z Konstytucją i z zasadami panującymi w systemie europejskich banków centralnych, oraz jako grożące wzrostem inflacji. Wykorzystanie rezerwy, która służy w bilansie banku centralnego do niwelowania różnic kursowych przy zakupie i sprzedaży walut przez bank i nie stanowi zasobu gotówki, oznaczałoby faktycznie dodrukowanie pieniądza.
Zwolennicy wykorzystania rezerwy rewaluacyjnej na potrzeby napiętego budżetu mogą się jednak czuć po zmianie zasad rachunkowości banku centralnego rozczarowani.
"Rezerwa rewaluacyjna będzie przeksięgowana na rachunek rewaluacyjny, a jej poziom będzie się tylko zmniejszał w ilości równej ilości sprzedanych walut oraz ujemnej wyceny tych zasobów" - powiedział dziennikarzom Bogusław Grabowski, członek RPP.
Oznacza to, że nowe zasady nie pozwalają na wykorzystanie tych środków w sposób, w jaki chcieliby to politycy.