Reklama

Idą święta, będą cięcia

Części reprezentantów narodu udziela się ten świąteczny nastrój - i chcą dawać, dodawać i obdarowywać. Zwłaszcza "bliskich"

Publikacja: 19.12.2003 09:41

Tak się zwykle składa, że prace nad budżetem zbiegają się ze świętami Bożego Narodzenia. I w okresie, gdy ludzie szukają mniej lub bardziej wartościowych prezentów dla bliskich, posłowie w Sejmie szukają... No właśnie. Części reprezentantów narodu udziela się ten świąteczny nastrój - i chcą dawać, dodawać i obdarowywać. Zwłaszcza "bliskich", czyli zajmują się organizowaniem środków na potrzeby regionu, z którego się wywodzą czy zostali wybrani, albo załatwiają pieniądze dla grup, których poparciem się cieszą. Od pewnego czasu było niejako regułą, że posłowie zapisywali, że jak budżet dostanie tyle i tyle, to część dołoży Agencji Rynku Rolnego, a część odda na podwyżki nauczycielom czy pielęgniarkom.

Inni posłowie nie dają tak łatwo uwieść się świątecznemu nastrojowi i tną. A to tną tym instytucjom, których nie lubią, a to tną tam, gdzie - ich zdaniem - poszło za dużo pieniędzy. A ostatnio tną generalnie. Czyli nie liczy się, gdzie, ważne, aby uciąć.

No i posłowie Platformy Obywatelskiej uznali, że mogą wyciąć nawet 2,2 mld zł. Z jednej strony - kwota niewyobrażalnie duża. Takich pieniędzy zwykły - a także i mniej zwykły - Kowalski nie jest w stanie sobie wyobrazić. Na dodatek jest to na tyle sporo, że obniżenie o tę kwotę deficytu budżetowego dałoby nieco oddechu finansom publicznym i oddaliłoby niebezpieczeństwo wzrostu długu publicznego powyżej 55% PKB w przyszłym roku.

Jednak tak naprawdę, te 2,2 mld zł to strasznie mała kwota. To ok. 5% przyszłorocznego deficytu budżetowego. To jeden przetarg obligacji skarbowych. Taką kwotę urzędnicy resortu finansów zdobywają na rynku jednego dnia i nikt tym się nie emocjonuje.

Owe 2,2 mld zł pokazuje, jak łatwo jest się zadłużać i jak trudno jest zaoszczędzić jakieś pieniądze w budżecie. Jest także dowodem na to, że z takim budżetem nie ma co liczyć na w miarę szybką redukcję deficytu. Mówiąc o budżecie, mam na myśli nie ten czy inny plan wydatków i dochodów, ale jego konstrukcję i - generalnie - całą filozofię państwa. Bo jest coś dziwnego, że przy problemach finansów i narastaniu długu państwo wydaje 1 mld zł na podwyżki dla urzędników. I to w dobie, gdy mniej lub bardziej prywatne firmy gotowe są płacić za to, żeby ich pracownicy złożyli wypowiedzenie.

Reklama
Reklama

Oczywiście, konieczne dla polepszenia sytuacji finansów publicznych zmiany w budżecie nie mogą obejmować tylko redukcji zatrudnienia w urzędach. Trzeba się także przyjrzeć temu, czy istnienie tych urzędów ma sens. W końcu niech mi ktoś szczerze powie - po co jest resort zdrowia, skoro i tak kasę trzyma fundusz. Może warto byłoby pieniądze na resort przesunąć do budżetu funduszu - pewnie wzrósłby o parę procent. Po co Ministerstwo Infrastruktury, skoro ta akurat jest likwidowana. Nie lepiej od razu powołać syndyka? Ministerstwo Kultury? Ministerstwo Rolnictwa? Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa? Cała kupa urzędów regulacji tego i owego? Nie lepiej byłoby od razu je zlikwidować?

Na razie nie ma szans na taką rewolucję. I dlatego w przyszłym roku wszyscy się będą emocjonować tym, jak szybko będzie rósł dług publiczny. A potem - znowu przyjdą święta i jedni będą dawać, a drudzy ciąć. Pod warunkiem, że będzie jeszcze z czego.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama