Przed piątkową sesją panowała powszechna opinia, że może ona charakteryzować się dużą zmiennością. Wiązać się to miało z wygasaniem kontraktów terminowych i opcji, co w połączeniu ze zmniejszającą się aktywnością wynikającą ze zbliżających się świąt, miało czynić rodzimy rynek podatny na wszelkiego rodzaju manipulacje. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Przeprowadzony krótko po godzinie 15.00 "atak koszykowy" zakończył się niepowodzeniem. Stąd też jedyne co może dziwić, to tylko to, że przy nienajgorszych nastrojach na europejskich parkietach WIG20 zakończył dzień na minusie.

Wczorajsza sesja podobnie jak trzy poprzednie niewiele wniosła do obrazu technicznego. Wyrysowana czarna szpulka w żaden sposób nie przybliża nas do odpowiedzi, w którą stronę nastąpi wybicie z tej czterodniowej minikonsolidacji. Obawiam się, że przyszły tydzień, z uwagi na jego świąteczny charakter, również nie przyniesie takiej odpowiedzi. Żeby jednak nie czekać w nieświadomości przez kolejne 10 dni, spróbujmy powróżyć z wykresów.

Indeks WIG20 znajduje się obecnie tuż poniżej 1600 pkt. Jest to bardzo istotny poziom. Ma on bowiem nie tylko psychologiczne, ale przede wszystkim realne znaczenie. Znajduje się tam bowiem górne ograniczenie szerokiego kanału, wyznaczonego przez szczyty z września i października oraz dołki z września i listopada br. Na tę chwilę za bardziej prawdopodobną należy uznać kontynuację ruchu w ramach opisywanego kanału. Tym samym 2004 rok powinien rozpocząć się wyprzedażą. Jednak od "defektu" do "efektu stycznia" niewiele nas dzieli. Przynajmniej jeżeli rozpatrujemy to na gruncie analizy technicznej. Zdecydowane przełamanie oporu na 1600 pkt otworzy bowiem drogę do wzrostu. Wówczas już wrześniowy szczyt nie powinien być żadną przeszkodą. Minimalny zasięg takiego ruchu to 1850 pkt. (średnioterminowy szczyt z grudnia 2000 roku). Jeżeli jednak uznamy, iż przez ostanie 4 miesiące byliśmy świadkami kształtowania się flagi, to bez problemu można sobie wyobrazić WIG20 na wysokości ponad 2000 pkt.