Jacek Socha wskazuje na wyraźny wzrost zainteresowania upublicznianiem prywatnych firm. To jednak, jego zdaniem, za mało, aby powstrzymać przekształcanie się naszego rynku z detaliczno-hurtowego w hurtowy, z bardzo małym udziałem drobnych inwestorów.
- Taki proces jest istotnym zagrożeniem. Rynek musi być większy. Bez rozpoczęcia prywatyzacji za pośrednictwem giełdy trudno będzie zaabsorbować rosnące środki inwestorów instytucjonalnych. Chodzi o wielki strumień pieniędzy płynący do OFE, ale nie tylko. Sytuacja się skomplikowała ze względu na skutki polityki monetarnej: kurczenie się oszczędności w sektorze bankowym i wzrost aktywów funduszy inwestycyjnych - przypomina. Ostatnia prywatyzacja poprzez giełdę to sprzedaż w 1999 r. papierów Orlenu. - O kolejne projekty apeluję od dawna, ale w tym roku apel jest bardziej dramatyczny - mówi J. Socha.
Nie wolno nam
eksportować kapitału
Jeśli Skarb Państwa nie spełni oczekiwań, OFE, a być może także inni duzi inwestorzy, będą musieli inwestować za granicą. - A przecież potrzebujemy kapitału i nie stać nas na jego eksportowanie - mówi J. Socha. Za pozytywne dla naszego rynku zjawisko przewodniczący Komisji uważa poszukiwanie kapitału przez zagranicznych inwestorów w Polsce (przykładem jest BACA). To stanowi dla warszawskiej giełdy szansę na uzyskanie pozycji wiodącego rynku w naszym regionie Europy. - Dlatego też, gdyby doszło do związku PKN i MOL-a, nie wyobrażałbym sobie, aby akcje spółek nie były notowane w Polsce i na Węgrzech. Wtedy poznalibyśmy rzeczywistą siłę poszczególnych rynków i dowiedzielibyśmy się, jakie są podstawy do oddolnego budowania zintegrowanej platformy obrotu w Europie Środkowej - twierdzi. Zapewnia, że Komisja rozmawia ze spółkami z sąsiednich krajów na temat notowań w Warszawie. Nie podał szczegółów.
Prywatyzacja razem z integracją