Reklama

Promocja świąteczna

Publikacja: 23.12.2003 09:09

Święta w przypadku inwestorów to raczej spokój. Świadczą o tym obroty na giełdzie czy rynku walutowym. Dealerzy w bankach zastanawiają się, czy jest w ogóle sens przychodzić do pracy w okolicach 22 grudnia albo między świętami a Nowym Rokiem.

Zupełnie inaczej jest w handlu. Tu obroty osiągają poziomy nie obserwowane kiedy indziej. Wiadomo - prezenty. Wigilijna kolacja czy też świąteczny obiad też wymagają dodatkowych produktów. Na to wszystko potrzeba pieniędzy. Często nie mamy gotówki, musimy więc pożyczać. I tu przechodzę do sedna.

Okres świąt to czas inwazji reklam kierowanych do tych, którym brakuje pieniędzy. Nagle okazuje się, że każda instytucja finansowa jest nam gotowa udzielić kredytu. Każda chce nam pomóc urzeczywistnić nasze świąteczne marzenia. Ale to nie wszystko. Dostaniemy "od ręki", "bez zabezpieczenia" albo "wystarczy jeden żyrant". Kredyt kosztuje tylko "9,99%", a pożyczka świąteczna nawet jeszcze taniej, bo już od "4,99%". Ktoś o sokolim wzroku może dostrzec małą gwiazdkę*, która obwieści nam, że owszem, to rzeczywiście jest 9,99%, ale płatne z góry. W dodatku trzeba jeszcze zapłacić 5% prowizji. Żyrantów nie potrzebujemy, ale musimy się wylegitymować dochodami na poziomie 3 średnich krajowych, a pożyczka będzie opiewała na jedną. A najlepiej, żeby pożyczkobiorca był emerytem o takich dochodach, bo wtedy wiadomo, że pracy nie straci. Może się też okazać, że co prawda prowizja jest również niewysoka, ale odbierając nasz "kesz" musimy zapłacić "opłatę manipulacyjną". I tak dalej, i tak dalej...

Nie inaczej jest w supermarketach, gdzie od bonusów i superokazji aż się roi. "Nasze raty są nieoprocentowane!". O tak, z tym, że jeśli zapłacisz od razu gotówką, to dostaniesz 35% rabatu. Albo musisz uiścić opłatę manipulacyjną.

Mamy ustawę o kredycie konsumpcyjnym, która nakazuje informowanie o rzeczywistej stopie procentowej (nierzadko przekracza ona 40%), ale niestety wielu z nas w ogóle nie zwraca na nią uwagi. Jesteśmy tak zachłyśnięci chęcią dokonania zakupu od razu, że zapominamy o chwili zastanowienia i po prostu przeliczenia kosztu całej operacji. Ktoś powie, że to przecież nic złego od czasu do czasu zaszaleć. No pewnie, że nie. Tylko że potem przychodzi ten moment, w którym musimy płacić. I nagle okazuje się, że płacimy o wiele więcej, niż nam się wydawało.

Reklama
Reklama

Nie jestem przeciwnikiem brania kredytów. Jeśli ktoś chce, albo musi, to nie ma sprawy. Chodzi mi tylko o to, aby decyzje podejmować świadomie. Święty Mikołaj jest jeden. I żaden bank do tej roli nie pretenduje.

* Ale kto by się tam jakimiś gwiazdkami przejmował. Jedyna, na którą czekamy, to ta pierwsza na niebie...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama