Nie przedstawiono jeszcze żadnej formalnej propozycji ani nie rozpoczęto konkretnych rozmów. Przedstawiciele obu giełd - jak zwykle w takich wypadkach - odmówili komentarzy. Jeszcze kilka lat temu tego rodzaju scenariusz potraktowano by jako wytwór fantazji. Oba rynki ostro konkurowały ze sobą, choć wytworzył się dość klarowny podział. NYSE skupiała głównie największe spółki, Nasdaq dzięki nieco luźniejszym kryteriom dopuszczeniowym ściągał do siebie małe i średnie przedsiębiorstwa oraz firmy zaliczane do "nowej ekonomii", głównie z sektora technologii i biotechnologii.
Fuzja na kłopoty
"WSJ" przypomina jednak, że od tego czasu oba wielkie rynki kapitałowe popadły w poważne kłopoty. Nasdaq nie jest w stanie utrzymać przewagi nad innymi elektronicznymi konkurentami, gubiąc przy okazji kolejne spółki. Rynek ten nigdy nie otrząsnął się w pełni po pęknięciu internetowej bańki w 2000 r. NYSE przechodzi z kolei przez proces trudnych reform po odejściu prezesa Richarda Grasso oraz fali skandali, związanych z nieuczciwymi transakcjami, prowadzonymi na parkiecie przez tzw. maklerów specjalistów.
Trudno ocenić szanse na sfinalizowanie fuzji. Obie giełdy stosują zupełnie różne metody obrotu akcjami. NYSE pozostaje wciąż przy aukcyjnym modelu operacji, prowadzonych za pośrednictwem specjalistów na tradycyjnym parkiecie (tzw. metoda open outcry). Nasdaq opiera się wyłącznie na sieci łączy komputerowych. Wiadomo jednak, że nowo mianowany dyrektor NYSE - John A. Thain - jest zwolennikiem przejścia największej giełdy w USA na model zbliżony do Nasdaq.
Nieudane połączenie z Amex