Reklama

Stalprofil może jeszcze zaskoczyć inwestorów

Akcje Stalprofilu, handlującego m.in. wyrobami hutniczymi i koksem, kosztują 77,3 zł. To prawie o 600% więcej niż na ostatniej sesji 2002 r. Powód - firma jest liderem wśród spółek giełdowych pod względem tempa wzrostu przychodów ze sprzedaży i zysku netto. Analitycy i prezes Jerzy Bernhard uważają jednak, że akcje są jeszcze niedowartościowane.

Publikacja: 24.12.2003 08:50

Kto uwierzył już raz w zapewnienia prezesa, dobrze na tym wyszedł. Jerzy Bernhard przez cały 2002 r. i jeszcze wiosną tego roku, widząc, że firmą nie interesują się inwestorzy giełdowi, powtarzał, że akcje są zbyt nisko wyceniane. Zapewniał, że spółka przeszła restrukturyzację, ma przed sobą dobre perspektywy i może poprawić wyniki.

Żeby pokazać, że wierzy w sukces Stalprofilu, z dwoma wiceprezesami przez kilka miesięcy systematycznie kupował akcje, płacąc za jedną od 8 zł w listopadzie 2002 r. do 15 zł pod koniec kwietnia 2003 r. Inwestorzy z dystansem podchodzili do transakcji menedżerów, choć jest to zwykle pozytywny sygnał dla rynku. Wątpili też w kreowaną przez nich świetlaną przyszłość firmy. Czekali na fakty i dowody z Dąbrowy Górniczej.

Rekordowe wyniki

Wyniki za pierwsze trzy miesiące roku pozytywnie zaskoczyły inwestorów. Rekordowe kwartalne przychody i zysk netto zrobiły na nich wrażenie. Zaczęli kupować akcje. Kurs ruszył do góry. Rekord długo się nie utrzymał. Wyniki za II kwartał były jeszcze lepsze, co bardziej poprawiło wycenę Stalprofilu. Firma zyskała miano lidera hossy średniaków. Nie bez powodu. W I półroczu zarobiła 13,1 mln zł, czyli o 75% więcej niż w całym 2002 r. Ci, którzy jeszcze powątpiewali, czy pozytywny trend w wynikach da się utrzymać, dostali następny dowód. Raport za III kwartał, a w nim po raz kolejny rekordowe w historii spółki przychody i zysk. Cena akcji wzrosła do ponad 80 zł.

- Naszym celem było zajęcie pozycji jednego z głównych dystrybutorów wyrobów stalowych tuż za producentem. I to się udało. Dzięki temu oraz sprawnej dystrybucji w kraju, poszerzeniu oferty produktowej na składach i handlowej w obrotach zagranicznych mogliśmy zwiększyć przychody i zysk - mówi prezes Jerzy Bernhard. Przyznaje, że Stalprofil odebrał znaczą część rynku konkurencji. Jego zdaniem, udział spółki w krajowym rynku handlu wyrobami hutniczymi wynosi prawie 10%. Jest pięć razy wyższy niż w 1999 r. - Handlujemy materiałami z własnych składów. To nie jest sprzedaż, polegająca tylko na tym, że nadzorujemy przepływ dokumentów między klientem i hutą - zapewnia.

Reklama
Reklama

Stalprofil ma dwa składy. Jeden z nich, zlokalizowany jest tuż przy Hucie Katowice, należącej do holdingu Polskie Huty Stali, największego akcjonariusza spółki. Drugi, położony w Katowicach, firma właśnie modernizuje, aby mógł pomieścić więcej wyrobów. - Chcemy, aby od wiosny 2004 r. na obu składach były zapasy około 80 tys. ton wyrobów stalowych. Obecnie jest to 50 tys. ton - prognozuje prezes. - Jesteśmy w stanie dostarczyć towar w ciągu 12 godzin do najdalszego zakątka Polski. Transportujemy go głównie ciężarówkami. Nie ma sensu zakładania kolejnych składów - dodaje.

Spółka zaopatruje średnich i małych dystrybutorów oraz dużych odbiorców końcowych, głównie firmy budowlane, m.in. w profile, pręty, blachy, walcówkę. - Moglibyśmy znacząco zwiększyć przychody. Sztuką nie jest jednak sprzedaż na papierze, tylko sprzedaż, za którą otrzyma się na pewno zapłatę. Wyeliminowaliśmy niesolidnych odbiorców. Na nieściągalne należności utworzyliśmy rezerwy. Nasz zysk jest bezpieczny - stwierdza J. Bernhard.

Nowe usługi, produkty, rynki

Sprzedaż wyrobów stalowych to nie wszystko. - Jako jedna z nielicznych firm handlowych w kraju wyspecjalizowaliśmy się w finansowaniu działalności hutniczej. Ten nowy segment działalności nie należy do najbardziej rentownych, zysk sięga 1%. Ale jak huta produkuje, to mamy wyroby i możemy więcej zarabiać na ich sprzedaży - mówi prezes. Stalprofil np. kupuje węgiel i przesyła do koksowni. Zleca produkcję koksu i płaci za usługę. Odbiera koks, przewozi do huty i dopiero wtedy wystawia jej fakturę. Finansuje więc cały proces produkcji surowca, niezbędnego w hutnictwie. Zajmuje się spedycją.Firma zaczęła też zaopatrywać polskie huty w rudę żelaza (sprowadzając ją m.in. z Wenezueli i Brazylii) oraz kamień wapienny i materiały ogniotrwałe (kupuje w Rosji). Ruszyła na podbój nowych rynków. - Eksport do Egiptu, Sudanu, Turcji i Chin to już prawie 30% całej sprzedaży zagranicznej. Szukamy nisz rynkowych. Realizujemy kontrakty, których nie są w stanie wykonać huty - chwali się J. Bernhard.

Huty sprzedają towar na tzw. bramie, czyli z własnym odbiorem. Stalprofil z dostawą do odbiorcy. - Rozwiązujemy mu kilka problemów logistycznych, m.in. transport do portu, załadunek na statek, ubezpieczenie, rozładunek. Naszą przewagą jest też kompleksowość i szybkość dostaw - wymienia prezes. Dzięki elastyczności oferty Stalprofil zdobył klienta w Sudanie. Chciał klika rodzajów wyrobów. Jedna z hut mogła zrealizować kontrakt w ciągu 4 miesięcy, bo musiała część wyprodukować. - Dostarczyliśmy towar w ciągu dwóch tygodni, kompletując zamówienie u różnych producentów. Odbiorca zgodził się zapłacić więcej, bo zależało mu na czasie - wyjaśnia.

Stalprofil nie obawia się wejścia Polski do Unii Europejskiej. Realizuje tam około 35% eksportu. - Liczymy, że uda się go zwiększyć, a na wzrost konkurencji w kraju jesteśmy przygotowani - zapewnia J. Bernhard.

Reklama
Reklama

Co rok dywidenda

Stalprofil jako jedyna spółka giełdowa (zadebiutowała w 2000 r., z ceną akcji 12,75 zł) co rok płaciła dywidendę. - Nawet jak spółka nie była notowana, to też się dzieliła zyskiem z udziałowcami. Zgodnie z przyjętą tradycją na dywidendę przeznaczaliśmy około 20% rocznego wyniku - mówi prezes. Podkreśla, że tym razem akcjonariusze mogą liczyć na rekordową w historii spółki wypłatę z zysku. Nie zdradza, co zaproponuje zarząd. Ostatnio firma wypłaciła 0,7 zł dywidendy na akcję. - Czwarty kwartał pod względem wyników będzie porównywalny z poprzednim - prognozuje. Firma może więc w całym 2003 r. mieć około 850 mln zł przychodów i blisko 30 mln zł zysku netto. Jeżeli tak się stanie, to sprzedaż wzrośnie o prawie 100%, a wynik o 300% w porównaniu z 2002 r. Dywidenda na akcję może wynieść 3 zł.

Związki zawodowe i LNM

Stalprofil jest specyficzną spółką, patrząc na układ właścicielski. Dwa związki zawodowe działające przy PHS mają razem ok. 45% głosów. To jedyna firma giełdowa, w której związki, chroniące praw pracowników, są po części pracodawcą. Mają pakiety, które pozwalają na wprowadzenie przedstawicieli do rady nadzorczej i kontrolę pracy zarządu.

- Na początku lat 90. huty chciały sprzedać część akcji, ale nie znalazły nabywców. Odkupiły je za grosze centrale związkowe. Na Śląsku mówiono "no to po ptokach", koniec firmy. Pracownicy pobiją się o pieniądze, a związki o dywidendę. Tak się nie stało. Od początku związki okazały się racjonalnie myślącymi udziałowcami, dbającymi o dobro firmy - wspomina prezes. Od razu przyznaje, że w Stalprofilu, zatrudniającym 95 osób, z czego ponad 50 na obsłudze składów, nie ma związków zawodowych. - Pracownicy nie garną się do ich zakładania. Średnie wynagrodzenie brutto w spółce przekracza 4 tys. zł i jest jednym z najwyższych w województwie. Pensje mamy niskie, ale za to duże części ruchome wynagrodzenia, uzależnione od wyników - ujawnia J. Bernhard.

Pakiety akcji związków zawodowych warte są obecnie około 34 mln zł. - Z moich informacji wynika, że związki chcą pozostać akcjonariuszami spółki. To dla nich długoterminowa inwestycję - mówi prezes.

Reklama
Reklama

Przedstawiciele central związkowych, akcjonariuszy Stalprofilu, negocjują pakiet socjalny z koncernem LNM, który ma zostać inwestorem strategicznym PHS. Po zakończeniu prywatyzacji hutniczego holdingu LNM od razu pośrednio będzie kontrolował 33% głosów giełdowej spółki. Związki mogą chcieć, żeby odkupił ich pakiety. - Taka propozycja, moim zdaniem, byłaby jak najbardziej biznesowa. LNM nie składał żadnych oficjalnych deklaracji wobec Stalprofilu. Na jedynym ze spotkań jego przedstawiciel stwierdził tylko, że koncern nie będzie w Polsce budował sieci sprzedaży. Oprze się na już istniejącej, czyli m.in. na naszej - twierdzi J. Bernhard. Przedstawiciele LNM informowali, że około 75% produkcji PHS chcieliby lokować w kraju.

Rok 2004 nie będzie łatwy

- Jest czas siania i żniw. Rok 2003 to były dla nas żniwa. Żeby znowu obficie zebrać plony, trzeba dobrze zasiać. I to chcemy zrobić w 2004 r. - mówi prezes. W modernizację składu spółka chce zainwestować około 3,5 mln zł. Wymieni też sprzęt komputerowy, unowocześni system połączeń on line, co ułatwi zarządzanie zapasami. - Ostrożnie podchodzimy do prognozy na 2004 r. Oczywiście, chcieliśmy zwiększyć sprzedaż i poprawić zysk - zastrzega. Dużą niewiadomą dla spółki jest przyszła polityka LNM wobec PHS. - Albo będziemy dalej angażować się w finansowanie produkcji hutniczej, albo jeżeli przejmie to LNM, kapitał obrotowy przeznaczymy na zwiększenie sprzedaży wyrobów stalowych. Niewykluczone że w związku z tymi zmianami okresowo możemy odnotować spadek obrotów, a więc i zysku - przypuszcza J. Bernhard.

Zarząd nie sprzedaje akcji

Pomimo możliwości pogorszenia wyniku w 2004 r., członkowie zarządu nie sprzedają akcji, choć na nich dużo zarabiają. Do końca kwietnia, w porównaniu z listopadem 2002 r., dokupili prawie 40 tys. walorów. Na przejęcie tego pakietu wydali około 440 tys. zł. Obecnie wart jest około 3,1 mln zł. Z naszych informacji wynika, że członkowie zarządu mają razem około 110 tys. akcji, czyli 6,3% kapitału i 3,5% głosów. W papiery kierowanej przez siebie firmy zainwestowali około 1,5 mln zł. Teraz ich wartość wynosi 8,5 mln zł. - Inwestowaliśmy nie dla zysku. Były zarzuty pod adresem członków zarządu, że jesteśmy za mało związani z firmą. Niektórzy udziałowcy chcieli, żebyśmy zostali też akcjonariuszami, ale o opcji motywacyjnej nie było mowy - mówi prezes. - Cena akcji jest obecnie tylko niecałe sześć razy wyższa od przypadającego na nią zysku netto. To niewiele. Satysfakcjonowałby nas dwukrotnie wyższy wskaźnik C/Z. Firma ma jeszcze potencjał wzrostowy - zapewnia prezes.

Reklama
Reklama

Wyceny analityków

Piotr Wiśniewski, analityk DM AmerBrokers, wycenia akcje Stalprofilu metodą porównawczą i dochodową na 103 zł. Pod koniec listopada zalecił ich kupno. Jego zdaniem, wynik firmy w 2004 r. może być gorszy od tegorocznego. Spółka może już nie mieć zysku z działalności finansowej, który w tym roku zawdzięcza głównie dodatnim różnicom kursowym i niższym kosztom z uwagi na spadek rynkowych stóp procentowych. Tomasz Krukowski, analityk Sovereign Capital, szacuje cenę docelową akcji Stalprofilu na 116 zł. Przewiduje, że spółka w tym roku zarobi ponad 28 mln zł i może wypłacić 3,2 zł dywidendy na akcję.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama