Chyba nie ma Polaka, który dziś nie zadawałby sobie pytania, jak Tomasz Lis, co z tą Polską i dlaczego afera goni aferę? Proszę o wykład na ten temat.
Jak każdy wykład, trzeba zacząć od wprowadzenia i uświadomić sobie, że normalna gospodarka nakierowana jest na zysk. Jeśli podporządkowana jest innym normom, np. politycznym albo religijnym, to, o czym wiemy, jest do niczego. Chodzi o to, żeby gospodarka była ,,czysta", produkowała pieniądz. O rozdziale tego pieniądza, np. z podatków, decydują politycy. W Polsce pomiędzy gospodarką a polityką wciąż rozciąga się szara strefa niejasnych powiązań.
Wszystko jest na sprzedaż?
W Polsce rośnie rola pieniądza i następuje ,,utowarowienie" stosunków społecznych. U nas pewne rzeczy nie były towarem, a stały się nim zupełnie niespodziewanie. Stały się wartością, o którą ludzie walczą. Posłużę się tu przykładem tzw. minuty przed dziennikiem. Kiedyś oglądaliśmy w tej minucie zegar odmierzający czas. Dziś ta minuta ma potworne znaczenie rynkowe, stała się do sprzedania. Powstaje pytanie, kto ma prawo do dysponowania tym, co stało się towarem? Gdyby ktoś kazał płacić za czas w telewizji Owsiakowi, to jego akcja charytatywna stałaby się nieopłacalna. Jest jasne, że konkurencja np. Caritasu z Owsiakiem jest przegrana, ponieważ on dostaje za darmo coś, co w innych sytuacjach może być towarem. Zaznaczam, że nie oceniam tu ani Owsiaka ani Caritasu. Zgodnie z teorią biurokracji, jej przedstawiciele nie mają prawa sprzedawać czegoś. Oni jednak - gdy coś stawało się towarem - to prawo sobie zawłaszczają, wydając decyzje.
Zatem jeszcze nie do końca potrafimy ocenić, że coś stało się towarem i pilnować reguł jego sprzedaży?