Przebieg poniedziałkowej i wtorkowej sesji potwierdził, że większość inwestorów jest w okresie międzyświątecznym nieobecna na rynku. Nawet dynamiczne zwyżki giełd na świecie nie zdołały zakłócić sennej atmosfery na warszawskim parkiecie.

Zbliżający się koniec roku stanowi okazję do podsumowań. W pierwszej połowie br. oznaką nadchodzącego ożywienia było zachowanie sektora spółek średniej wielkości. Duże spółki dołączyły do fali wzrostowej w lipcu i sierpniu br. Od początku września rozpoczęła się korekta, która ostatecznie przybrała postać trwającej do dziś konsolidacji. W rezultacie główne indeksy warszawskiej giełdy WIG i WIG20 zyskały odpowiednio 45% i 34%, a ich obecny układ techniczny wydaje się bardzo obiecujący na przyszłość. Po zakończeniu konsolidacji istnieje szansa na pobicie tegorocznych szczytów. Realizacji takiego scenariusza powinien sprzyjać coraz szybszy wzrost gospodarczy.

Dobre perspektywy wynikają również ze zmian zachodzących w strukturze popytu i podaży. Na pierwszym miejscu wymieniłbym tu pojawienie się funduszy inwestycyjnych jako nowego ważnego gracza na rynku akcji. Zachowania inwestorów są przy tym na razie bardzo ostrożne, co jest typowe dla wczesnej fazy ożywienia na rynku kapitałowym - straty na rynku obligacji spowodowały stopniowe przesuwanie oszczędności do funduszy zrównoważonych i stabilnego wzrostu. Pozytywny jest stały wzrost zaangażowania OFE w akcje - na koniec listopada wynosiło ono ponad 13 mld zł w porównaniu z 8,5 mld na koniec ub.r.

Po stronie podaży należy odnotować wyraźne ożywienie na rynku pierwotnym. Ofert publicznych jest coraz więcej i cieszą się one coraz większym zainteresowaniem inwestorów. Podaż z tego źródła nie jest jednak w stanie zrównoważyć szybko rosnącego popytu, zwłaszcza że nadal brak zapowiedzianych ofert związanych z prywatyzacją największych państwowych spółek. W tej sytuacji wysoka wycena, jaką uzyskują spółki na naszym rynku, może skłonić kolejnych zagranicznych emitentów do pójścia w ślady Banku Austria.