Jeszcze 24 grudnia łączna wartość składek, przesłanych do OFE w ubiegłym roku, wynosiła 9,85 mld zł. Jednak w ostatniej transzy w 2003 r. zakład przesłał do funduszy przeszło 400 mln zł. Kwota grudniowych przelewów wzrosła do 1,26 mld zł, a w całym roku - do 10,27 mld zł.
To wprawdzie rekordowo duża wartość w całej historii funkcjonowania funduszy emerytalnych, jednak nadal o przeszło 1 mld zł niższa od planu zawartego w tegorocznym budżecie. Jednak, jak mówi Ireneusz Fąfara, wiceprezes ZUS, nie wynika to z problemów Zakładu. Obecnie system komputerowy identyfikuje 98% dokumentów, trafiających do Zakładu. Oznacza to, że mniej więcej zbliżony odsetek składek powinien trafiać na konta klientów. Co jest więc przyczyną różnicy między planami budżetu a wykonaniem ze strony ZUS?
- Wynika to z faktu, że tegoroczne wskaźniki makroekonomiczne były w rzeczywistości inne od tych, które zostały założone w budżecie - powiedział I. Fąfara. - A na podstawie tych wskaźników planuje się w budżecie wartość transferów do OFE.
Przykładowo - według budżetu na rok ubiegły fundusz wynagrodzeń miał zwiększyć się o 4,4%, a już dwa miesiące wcześniej Zakład szacował, że będzie to tylko 1,6%. W rezultacie - niższe o 3,4 mld zł - miały być przychody ZUS-u. I stąd także bierze się niższa wartość transferów do funduszy emerytalnych.
Czy oznacza to, że budżet zaoszczędzi na niższej dotacji dla ZUS? Faktyczne oszczędności mogłyby być większe niż ów ponad 1 mld zł różnicy, bo wartość tegorocznych składek, przesłanych do OFE, to blisko 9,89 mld zł. Reszta to zaległe środki, które są finansowane z innego źródła niż dotacja. Okazuje się, że nie, bo - jak powiedział I. Fąfara - środki przekazywane przez państwo z tytułu reformy emerytalnej nie są wyodrębnione z ogólnej kwoty dotacji. Innymi słowy - to, co nie zostało przekazane OFE, trafia na inne cele.