Poprawienie szczytów z 1719 pkt na 1735 pkt było kolejną nagrodą za noworoczne zwycięstwo byków, które przez trzy ostatnie tygodnie zeszłego roku walczyły z nawisem podaży w obszarze konsolidacji z pierwszej połowy listopada. Warto jednak w tej euforii zauważyć, że nowy szczyt mniej zawdzięczamy długoterminowym zakupom (w grudniu po raz trzeci z rzędu spadły aktywa TFI), a bardziej małej płynności, przy której działania arbitrażystów, wbrew teorii, wypaczają nieco obraz rynku.

Na GPW arbitraż zamiast zmniejszać nieefektywność w wycenie kontraktów, często wręcz wpływa na rozciągnięcie bazy. Taką paradoksalną sytuację oglądaliśmy właśnie na wczorajszej sesji. Tuż po południu baza sięgająca +25 pkt zachęcała do kupna akcji z WIG20 i sprzedaży kontraktów. Z założenia takie działanie powinno zmniejszyć dodatnią bazę, ale bardzo liczne grono indywidualnych inwestorów, widząc koszyki zleceń kupna na akcje, natychmiast kładzie ogromny popyt na kontrakty. Znacznie większy, niż transakcje arbitrażystów, a że na rynku terminowym często emocje biorą górę, dynamika takiego ruchu z reguły jest większa niż na indeksie. A to oczywiście kolejna okazja dla arbitrażystów. I tak można w kółko.

To bycze perpetum mobile ma tylko dwie wady. Po pierwsze, ogranicza je wygasanie serii, a więc można sprzedać dowolną liczbę kontraktów, ale kupić akcji tylko tyle, by nie załamać rynku, zamykając portfel w trzeci piątek marca. Po drugie, zarówno indeks, jak i kontrakty muszą teraz pokonać szczyty z 2 IX i 15 X, bo dopiero takie techniczne wybicie przyniesie ogromny optymizm na rynku terminowym i dalsze rozciągnięcie bazy na plusy. Dlaczego piszę więc o tym już teraz? By powiedzieć, że ponad wrześniowymi szczytami innego argumentu za kupnem kontraktów nie widzę.