- Mamy już zatwierdzone warunki budowy zakładu. Roboty ruszą w marcu. Przewiduję, że ubojnia zostanie oddana do użytku już we wrześniu - powiedział Jerzy Biel, prezes Beef-Sanu. Spółka mięsna z Sanoka nie spełnia unijnych wymogów sanitarnych. Aby przetrwać na rynku po wejściu Polski do Unii Europejskiej, musi inwestować. - Do spełnienia standardów zabraknie nam kilku miesięcy. Zabiegamy o okres przejściowy i liczę, że go otrzymamy - stwierdził prezes.
Pierwszy etap budowy ubojni wołowej może pochłonąć około 8 mln zł. Firma, która niedawno oddaliła widmo upadłości, zawierając układ z wierzycielami, nie ma na to pieniędzy. Weźmie kredyt z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. - Emisja akcji będzie miała sens, jak staniemy na nogi, ruszymy z produkcją w nowym zakładzie i zwiększymy sprzedaż. Do podwyższenia kapitału mogłoby dojść najwcześniej w przyszłym roku - stwierdził prezes J. Biel. Na koniec września ub.r. spółka miała ujemny kapitał własny na poziomie 560 tys. zł.
Zarząd wierzy, że nowoczesny zakład oraz koncentracja na uboju wołowym mogą przyciągnąć do spółki inwestorów, w tym zagranicznych. - Jadę do Włoch na negocjacje dotyczące zakupu technologii do zakładu. Z niektórymi firmami chcę też porozmawiać na temat ewentualnego nabycia przez nich w przyszłości naszych akcji - ujawnił prezes J. Biel. Włosi są jednym z większych importerów polskiej wołowiny.
Beef-San chciałby ubijać około 5 tys. sztuk bydła w miesiącu. Firma ma zapewnioną część sprzedaży. Zakłady Mięsne Mysław zajmujące się przetwórstwem, które mają prawie 25% akcji giełdowej spółki, będą odbierać około 30% produkcji. - Liczymy, że około połowy uda nam się wyeksportować. Resztę mięsa kupią mniejsze krajowe przetwórnie - powiedział J. Biel.
Beef-San ma się lepiej