Specjaliści są zgodni: ten rok powinien należeć do inwestorów instytucjonalnych. Akcje nabywać mają nie tylko OFE, ale również nie stroniące od inwestycji w papiery udziałowe fundusze inwestycyjne. W dalszym ciągu płynąć do nich mają pieniądze od klientów opuszczających fundusze kupujące papiery dłużne. Pierwsze dwie sesje nowego roku wydają się tę teorię potwierdzać. Wprawdzie głównym "oskarżonym" o kupowanie akcji została zagranica, ale wszystko pozostało w kręgu inwestorów instytucjonalnych. Ktokolwiek stał po stronie popytu, w decydującym momencie wykazał się brakiem zdecydowania. W czasie, kiedy światowe giełdy zgodnie biją rekordy - w mijającym tygodniu najwyższe wartości od 52 tygodni osiągnęły m.in. indeksy S&P 500, Nasdaq Composite, DAX, FT-SE 100, Madrid General - my zatrzymaliśmy się na poziomie zeszłorocznych szczytów.
Wzrost kursów na początku roku to już powoli tradycja naszej giełdy. Podobnie notowania zachowywały się w dwóch ostatnich latach. Miejmy nadzieję, że na tym styczniowe analogie się skończą, ponieważ i w 2002, i 2003 roku w pierwszym miesiącu mieliśmy szczyt notowań. Później następowało kilka miesięcy marazmu.
Byki dwa razy
odparte
W mijającym tygodniu dwukrotnie szturmowaliśmy 1700 punktów i obydwie próby zakończyły się niepowodzeniem. We wtorek rynek wspiął się do 1706 punktów, w czwartek osiągnął nawet 4 punkty więcej. Za każdym razem jednak zamknięcie notowań wypadało ok. 2% niżej. Na wykresach dziennych powstały świeczki o wyraźnie zaznaczonych górnych cieniach. Podobna pojawiła się na wykresie tygodniowym. Dwie poprzednie, ukształtowane na początku września i w połowie października, zapowiadały spadek notowań.