Początek roku na warszawskiej giełdzie rozpoczął się imponująco dużymi zwyżkami, które zaskoczyły większość uczestników rynku. Mimo wprowadzenia podatku od zysków, kupujących nie zabrakło, a aktywność inwestorów jest w dalszym ciągu duża. Najwyraźniej podatek już został wkalkulowany do "zabawy" na giełdzie. W sumie jak ma się zarobić, to podatek nie jest istotny i oby płacić go jak najwięcej.
Miniony tydzień upłynął pod znakiem dużych zmian cen, co zapowiada interesujący styczeń. Efekt stycznia, bardzo widoczny na giełdach zachodnich i USA, został gwałtownie zahamowany na naszym rodzimym parkiecie. Często powtarzam, że duże zwyżki kilka sesji z rzędu są nie do utrzymania w dłuższej perspektywie i przy pierwszych oznakach słabnięcia rynku powodują gwałtowną reakcję strony podażowej. I tak stało się tym razem. Czwartkowa i piątkowa wyprzedaż akcji doprowadziła do zasłużonej korekty indeksów. Chciałoby się powiedzieć: "jak szybko rosło, tak szybko spada!". Na razie szczęście sprzyja niedźwiedziom, a bliskość korekty na zachodnich parkietach i za Oceanem powstrzymuje inwestorów przed zakupami. Jednak nagłe zmniejszenie bazy pomiędzy kontraktami a WIG20, które pokazuje wzrost pesymizmu wśród inwestorów, paradoksalnie stawia "wytrwałe" byki w komfortowej sytuacji.
Około 1650 punktów powinna nastąpić stabilizacja notowań i główna wymiana akcji. Przy tych poziomach należy rozważyć wejście na rynek, gdyż trend jest naszym przyjacielem (wciąż jest wzrostowy). Zbyt dużo papierów zostało kupionych na pierwszych sesjach nowego roku i po zbyt wysokich cenach, by kursy miały teraz głęboko spadać. Dlatego obecną zniżkę należy traktować jako korektę wzrostu, po której powinien nastąpić atak indeksów na szczyty.
Zwróć uwagę:
Rafako - szansa na podpisanie dużo większych niż ostatnio kontraktów, daje nadzieję na dalszy wzrost kursu.