Rozprawa jest kulminacją trwających ponad dekadę starań Deloitte o rekompensatę dla 6 tys. Brytyjczyków, którzy zaufali BCCI. W 1991 r., kiedy zadłużony na kwotę 10 mld USD bank upadał, niektórzy mieszkańcy Wysp stracili oszczędności całego życia.

Deloitte zarzuca Bankowi Anglii, który do 1998 r. nadzorował brytyjski sektor bankowy, że przez długi czas przymykał oko na sygnały o możliwej defraudacji w BCCI. Przedstawiciele Deloitte mają ponoć w zanadrzu setki dokumentów świadczących o tym, że urzędnicy wiedzieli o uchybieniach i mimo to nie podjęli żadnych działań - np. nie odebrali licencji. Bank Anglii odpiera stawiane zarzuty.

Jeśli Bank Anglii przegra proces, odszkodowania zostaną wypłacone z pieniędzy podatników. Jednak na szali leżą nie tylko oszczędności stracone przez Brytyjczyków, ale przede wszystkim autorytet liczącej ponad 300 lat instytucji. - Wszyscy ufają Bankowi Anglii. Nie jestem pewien, czy nadal będą w momencie, gdy skończą się przesłuchania przed sądem - mówi Stan Monaghan, prawnik reprezentujący 30 lokalnych stowarzyszeń, których członkowie łącznie stracili 80 mln funtów ulokowane w depozytach w BCCI.

Rozprawa ustanawia precedens co do zakresu immunitetu przysługującego instytucji nadzorującej rynek (obecnie cały sektor finansowy w Wielkiej Brytanii jest regulowany przez Financial Services Authority). Normalnie organy nadzoru odpowiadają tylko za oszustwa, pozwanie Banku Anglii w takiej sprawie wymagało natomiast m.in. zgody Izby Lordów.