Po serii zwyżek ostatnia sesja poprzedniego tygodnia przyniosła wyprzedaż akcji na rynkach zagranicznych. 10-punktowy spadek indeksu S&P 500 to największa "bessa" od 22 października zeszłego roku. Techniczne konsekwencje na razie nie są znaczące - dzień wcześniej zamknięcie indeksu było najwyższe od 52 tygodni. Trudno zatem na razie mówić o jakiejś znaczącej tendencji spadkowej, choć najbardziej stroma linia trendu, opisująca szybki ruch w górę w ostatnich czterech tygodniach, zostanie w poniedziałek najprawdopodobniej przełamana. Mamy przynajmniej ruch powrotny do kanału, z którego S&P 500 wybił się w górę pod koniec zeszłego roku. Górne ramię tej formacji znajduje się obecnie w okolicach 1100 punktów. Dopiero jeśli i to wsparcie padnie pod naporem sprzedających, będziemy mogli mówić o większej korekcie.

Taką możliwość sygnalizuje jeden z pomocniczych indeksów rynku - Średnia Transportowa Dow Jones. Na wykresie wskaźnika, który na tle rozpędzonej Średniej Przemysłowej (DJIA), rósł dość niemrawo, ukształtowała się formacja podwójnego szczytu. Jednocześnie przełamana została linia trendu wzrostowego, obejmująca ostatnie 6 miesięcy notowań. Sam DJIA, skupiający największe amerykańskie firmy, prezentuje się technicznie dość zdrowo, jeśli nie uwzględniać świecy z wyraźnie zaznaczonym górnym cieniem, która ukształtowała się na wykresie tygodniowym. Z tym, że tego typu formacje pojawiały się już w zapoczątkowanym w marcu trendzie wzrostowym kilkakrotnie i nie miały negatywnych konsekwencji.

Rynki wschodzące przetrwały bez większych strat piątkową wyprzedaż. Najwyższe wartości w historii zanotował m.in. brazylijski indeks Bovespa, argentyński MerVal, meksykański IPC. 52-tygodniowe maksima pojawiły się na niektórych wskaźnikach azjatyckich - chińskim Hang Seng czy koreańskim Kospi. Na tym tle słabo prezentuje się Europa Środkowowschodnia. Blisko jest do załamania trendu wzrostowego na wykresie węgierskiego BUX, który ma kłopoty ze zbliżeniem się do granicy 10 tysięcy punktów.