Wilbo, jeden z liderów na rynku przetwórstwa rybnego, w piątek otworzy pierwszy bar w Gdańsku. - Tworzymy sieć placówek o rozpoznawalnej marce. Wchodzimy w działalność gastronomiczną, ponieważ charakteryzuje się wyższymi marżami. Dzięki nowemu projektowi poprawi się rentowność spółki - powiedział Jerzy Kuncicki, prezes Wilbo.
Spółka z Władysławowa przewiduje, że jeden bar będzie mógł obsłużyć dziennie około 450 osób. Z danych GUS wynika, że średni rachunek, jaki zostawiają klienci w tego typu placówkach, wynosi około 16 zł. Przy tych założeniach roczne przychody baru wyniosłyby około 2,6 mln zł. - Nasze oczekiwania co do wielkości sprzedaży są niższe - zdradził prezes. Jak ustaliliśmy, firma liczy, że jeden bar może jej przynieść od 200 tys. do 300 tys. zł zysku rocznie. Dla porównania, po trzech kwartałach 2003 r. Wilbo miało 144 mln zł przychodów i 3 mln zł zysku netto.
Pierwsze placówki pod marką PescaBar będą funkcjonować w strukturach giełdowej firmy. - Jeżeli projekt spełni nasze oczekiwania, to będziemy tworzyć nowe punkty w dużych miastach całej Polski. Wydzielimy wtedy sieć w odrębną firmę - wyjaśnił prezes Wilbo. Placówki gastronomiczne będą funkcjonować jako fast foody, bary i restauracje. Formuły te będą mieszane w ramach jednego lokalu. Dania mają kosztować od 3,5 zł do 35 zł.
Zarząd Wilbo wierzy, że Polacy zaczną jeść więcej ryb i owoców morza i będą robić to częściej poza domem. - Na żywienie poza domem wydajemy zaledwie około 10% budżetu przeznaczonego na produkty spożywcze. W Unii Europejskiej jest to 35-40%, a w USA ponad 50%. Spodziewamy się przyspieszenia tempa rozwoju usług gastronomicznych w Polsce - powiedział prezes J. Kuncicki.
Jerzy Kunicki, prezes Wilbo, poinformował, że pierwsze punkty sieci PescaBar