Środowa sesja na GPW przyniosła kolejny nieudany test poziomu 1700 pkt. Rynek od kilku ładnych sesji z uporem próbuje się przebić ponad wspomnianą wartość. Jednak na razie determinacja sprzedających jest na tyle duża, że powodzenie tej operacji staje pod coraz większym znakiem zapytania. Tym bardziej że w środę na parkiet trafiła spora strukturalna podaż, która obniżyła wartość indeksu WIG20 w ciągu sesji o ponad
40 pkt. Wśród głównych powodów wczorajszej wyprzedaży wymienia się przede wszystkim plotkę, która donosiła o dymisji ministra Hausnera. Oficjalne dementi ze strony Ministerstwa Gospodarki Pracy i Polityki Społecznej tylko nasiliło falę wyprzedaży, bo jak głosi stara zasada: w każdej plotce jest ziarno prawdy. Wyprzedaż dotknęła nie tylko rynek giełdowy, ale także rynek obligacji i walutowy, gdzie złoty ustanowił minimum względem euro.
Wracając do GPW, kondycja indeksu WIG20 wydaje się coraz słabsza. Wykres świecowy, na którym znajdujemy coraz liczniejsze górne cienie, jasno sygnalizuje, że poziom 1700 pkt stanowi obecnie barierę "nie do przejścia". Aby obawy o ewentualne spadki zostały rozmyte, niezbędny byłby wzrost indeksu WIG20 zarówno powyżej poziomu ostatnich szczytów, jak i powyżej górnego ramienia klina, w którym porusza się rynek od ponad 3 miesięcy. Mowa tu o poziomie 1710 pkt. Wydaje się, że jeśli chcemy myśleć o kontynuacji trendu wzrostowego, należy przygotować się na niewielki spadek, dzięki któremu indeks zdoła nabrać odpowiedniego impetu i dopiero wówczas przełamać opory. Najbliższe wsparcie, będące w stanie powstrzymać obecne spadki, to przedział 1600 - 1630 pkt. Za kontynuacją korekty w czasie najbliższych dni przemawia także rozpoczęcie realizacji zysków na parkietach zagranicznych. Zapewne i tym razem (z perspektywy czasu) okaże się, że efekt stycznia tak naprawdę wystąpił w grudniu, a na poważniejsze zwyżki i nowe szczyty przyjdzie nam poczekać aż do lutego.