Choć od blisko dwóch miesięcy notowania kontraktów na WIG20 regularnie rosną (na wykresie można wytyczyć wznoszący się kanał), określenie tendencji średnioterminowej mianem wzrostowej byłoby chyba nadużyciem. Gracze zdają sobie sprawę z tego, że na razie, rynek zdominowany jest przez 4-miesięczną tendencję horyzontalną, która raz po raz przypomina o swoim istnieniu. W ostatnim czasie, tj. na przestrzeni zaledwie sześciu sesji, można było zaobserwować aż trzy nieudane próby zamknięcia notowań kontraktów ponad górnym ograniczeniem ww. tendencji. We wtorek również doszło do takiej "przepychanki", czego efektem był długi górny cień - można się było zatem obawiać, że w reakcji na pojawienie się tej świecy rynkiem może wstrząsnąć korekta. Istotnie, zniecierpliwienie posiadaczy długich pozycji zmaterializowało się. Na wykresie powstał długi czarny korpus, przełamujący wsparcie na 1690 jak przysłowiową zapałkę.

Dla inwestorów posługujących się wykresami opartymi o dzienne zamknięcia notowań, sesja środowa miała również znaczenie szczególne, gdyż mogła uwiarygodnić lub zanegować twierdzenie, że na wykresie pochodnej budowany jest podwójny szczyt. Odbicie w dół od poziomu 1714 pkt na wykresie liniowym to argument za pojawieniem się formacji "M". Jej realizacja nastąpiłaby jednak dopiero z chwilą spadku poniżej poziomu linii szyi na 1667 pkt. Na wykresie świecowym taka formacja również jest widoczna, przy czym w roli linii szyi występuje znacznie ważniejsze 1650 pkt. Na zbliżonym poziomie znajduje się również dolne ograniczenie wspomnianego na wstępie kanału hossy. Mamy zatem swoiste 2 w 1 i ewentualne negatywne rozstrzygnięcie na 1650 pkt pociągnęłoby za sobą przełamanie trendu i pojawienie się formacji jego zmiany. Wygenerowane w środę sygnały sprzedaży na szybkich wskaźnikach wyglądają w tym kontekście bardzo niepokojąco.