Wczorajszą sesję można uznać za sesję przeczekania. Brak notowań na rynku amerykańskim onieśmielił obie strony gry rynkowej. Zarówno bykom nie chciało się atakować śmielej, jak i niedźwiedziom w ostatniej chwili zabrakło determinacji, by przełamać wsparcie, choć okazja ku temu była przednia.
Notowania zaczęliśmy wzrostem, po dobrym piątkowym zamknięciu w USA. Po rozpoczęciu sesji na rynku kasowym kursy zaczęły powoli rosnąć. Jednak już od razu do tego wzrostu należało podejść z dużą dozą ostrożności. Zwyżka została bowiem w dużej mierze sprowokowana przez rynek terminowy. Kursy kontraktów zostały skokowo podniesione, co przełożyło się na wzrost wartości bazy. To włączyło do gry arbitrażystów. Znana jest słabość naszego rynku do gry koszami, a zwłaszcza słabość graczy na rynku terminowym do pojawiających się skokowych zmian indeksu. W efekcie ceny wzrosły jeszcze bardziej, aktywując nawet blisko ustawione stopy posiadaczy krótkich pozycji. Nie udało się utrzymać wysokich poziomów cen. Te na kasowym powoli się osuwały. Indeks osuwał się jeszcze wolniej za sprawą utrzymywania ceny PEO ponad 2% nad piątkowym zamknięciem. Nie pierwszy raz spółka ta służy bykom w trudnych dla nich chwilach.
Kontrakty dość szybko zjechały w okolice wsparcia w postaci dolnego ograniczenia trójkąta. Tu spadek, szczęśliwie dla byków, został zatrzymany, ale odbicie było raczej niemrawe. Do przełamania wsparcia nie doszło. Na szczęście. Gdyby bariera ta została wczoraj przebita pozostałyby wątpliwości, czy sygnał jest wiarygodny. Przy aktywności, jaka miała miejsce wczoraj, można było zrobić wszystko. Dziś rynek powinien być już normalniejszy i ewentualne sygnały bardziej wiarygodne. Sygnały przebicia bądź obrony wsparcia.