Nieco ponad 2% zyskał indeks szerokiego rynku amerykańskiego od końca grudnia. Jak na oczekiwania na efekt stycznia i bardzo dobre informacje ze spółek raportujących o wyraźnym wzroście zysków w IV kwartale ub.r. to niewiele. Wydaje się, że te informacje zostały już zdyskontowane podczas zwyżki z drugiej połowy grudnia. Sytuacja więc zaczyna znów przypominać to, co działo się jesienią 2003 r. Indeksy miały problem z dalszą zwyżką, ale nie było chętnych do sprzedawania akcji. W tym kontekście uwagę zwraca wyraźny wzrost obrotów na styczniowych sesjach w porównaniu z aktywnością inwestorów w poprzednich miesiącach. Widać, że grono chętnych do realizacji zysków jest większe, ale każde schłodzenie notowań jest wykorzystywane jako dobra okazja do kupna akcji. W tej chwili główna bariera chroniąca S&P500 przed zniżką to 1083 pkt. Tutaj przebiega linia trendu wyprowadzona z dołka z marca ub.r. Taką wartość otrzymujemy również, gdy od ostatniego szczytu odejmiemy 5%. Właśnie 5% wynosiła najgłębsza korekta w trwającej zwyżce. Można zatem przypuszczać, że dopiero przełamanie 1083 pkt będzie sygnałem zmiany trendu. Dopóki do tego nie dojdzie, S&P 500 ma szansę dotrzeć do 1200 pkt.

Nasdaq Composite cały czas porusza się wewnątrz kanału rosnącego, obejmującego notowania od jesieni 2002 r. Od września indeks pozostaje przy górnym ograniczeniu, ale też nie jest w stanie przedostać się przez barierę przezeń wyznaczaną. Otwierałoby to przestrzeń do kontynuacji wzrostu w długim terminie. A tak trzeba liczyć się z tym, że po dotarciu do oporu nastąpi odbicie i trwalsze schłodzenie koniunktury. Dla Nasdaqa najważniejszym wsparciem są okolice 2 tys. pkt. Na tej wysokości wypada szczyt konsolidacji z października - grudnia 2003 r. Mniej więcej w tym samym miejscu przebiega linia trendu, łącząca dołki z marca i grudnia. Warto odnotować, ze dzienny MACD ponownie dotarł do poziomu, który od 2000 r. stanowi opór. To ostrzega, że w najbliższych dniach dojdzie do pogorszenia notowań lub zacznie się stabilizacja.