Aleksander Fredro popełnił wierszyk o osiołku. Rzecz jest ogólnie znana, ale ponieważ lubię, to przypomnę. Otóż "osiołkowi w żłoby dano / w jeden owies, w drugi siano". No i biedne zwierzę wpadło w osłupienie, bo cóż wybrać z tych łakoci.
Wierszyk ten natychmiast skojarzył mi się z działalnością naszych parlamentarzystów. Istny raj - tyle rzeczy do opodatkowania, tak łatwo można ocalić budżet i finanse publiczne, a przy okazji załatwić sobie podwyżkę diet. Tylko co wybrać?
Ot, ostatnio pojawił się kłopot - czy zostawić akcyzę na kosmetyki, czy też podwyższyć podatek na piwo. Rząd, który najwyraźniej preferuje trunki kosztem pachnideł, chciał zostawić akcyzę na dezodoranty itd., a piwo proponował uczynić lżejszym - czyli nie podwyższać akcyzy. Sejm - podobnie - też woli wypić, niż się polewać czy psiukać i przyklasnął rządowi. Piwo nie może zdrożeć, a kosmetyki i tak są drogie i dla ludu niedostępne, więc niech takie pozostaną.
Tyle że Senat miał inne preferencje. Nie wiem, czy piwa nie lubią, czy też senatorowie mają bardziej wyrafinowane nosy, ale uznali, że akcyzę z kosmetyków zdjąć należy. A do piwa dołożyć. Przy okazji - hurtem - dołożył akcyzę na jachty i sprzęt elektroniczny.
Sprawa wróciła do Sejmu - a tu na odwyrtkę. Posłowie opowiedzieli się za piwem, ale przeciw kosmetykom. Być może zdecydowała tzw. chłodna kalkulacja polityczna. Bo jak wiadomo, zwykły wyborca także nie wylewa za kołnierz. A jak się dowie, że to, co pije, zdrożało, bo w parlamencie wolą rozlewać, i to na siebie (no i co z tego, że pachnidła?), to znowu koalicji rządzącej ubędzie poparcia w sondażach.