Odbijanie giełdowej piłeczki trwa w najlepsze. Mimo że obie strony tracą już animusz i powoli przebijać zaczyna zmęczenie, to jednak jak na razie nikt nie chce się poddać. Optycznie przewaga zdaje się być po stronie niedźwiedzia, gdyż w obecnej konsolidacji przeważają czarne świece. Dodatkowo w ostatnich dniach coraz częściej testowane jest wsparcie indeksu na poziomie 1655 pkt, aniżeli opór (1690-1710). Ponadto wykres tygodniowy także zdaje się odkrywać słabość karty byków - górne cienie widniejące na tygodniowych świecach przekonują, że kupujący tylko blefowali i jest wątpliwe, czy wyjdą zwycięsko z obecnej rozgrywki.

Indeks WIG20 dotarł w końcu do przyspieszonej krótkoterminowej wzrostowej linii trendu oraz do SK-15, która przebiega na wysokości 1666 pkt. i była wczoraj testowana. Rynek znalazł się więc w dogodnym punkcie, by doszło do ostatecznej rozgrywki. Albo byk zdecyduje się teraz na mocny atak, który doprowadzi nie tylko do obrony wspomnianych wsparć, ale także do pokonania poziomu 1710 pkt, albo to niedźwiedź pozostanie rozgrywającym przynajmniej w średnim terminie. I mimo optycznej przewagi sprzedających, wszystko może się jeszcze wydarzyć, gdyż nie można ignorować faktu, że przy poziomie 1655 pkt podaż wyraźnie zamiera. A jak nie ma podaży, to rynek prędzej czy później zaczyna dynamicznie rosnąć, tak jak np. w końcówce wczorajszej sesji, która doskonale nadawała się na wstęp do natarcia byków. Po stronie popytu stały bowiem duże zlecenia, a wzrostom towarzyszył wzmożony obrót. Świadkami podobnego ataku byliśmy w pierwszych dniach stycznia, kiedy to nastąpiło wybicie z grudniowej konsolidacji. Tym razem jednak wzrosty mogłyby mieć większy zasięg, gdyż wiązałyby się nie tylko z wybiciem z konsolidacji, ale także z pokonaniem szczytów z października i września 2003 r. O tym, czy tak się stanie, ma szansę zadecydować dzisiejsza sesja, ale tylko pod warunkiem, że kupno będzie tak samo agresywne, jak w ostatnich 20 minutach wczorajszego handlu.