Według obliczeń agencji First Call, 35% firm, które ujawniły wyniki finansowe za ostatni kwartał roku poprzedniego (do 16 stycznia br.), przekroczyło oczekiwania Wall Street. W analogicznym okresie 2003 roku odsetek "przyjemnych niespodzianek" wyniósł 23%. Podobnie było z "przykrymi niespodziankami". 34% korporacji rozczarowało analityków, publikując wyniki słabszych od spodziewanych. 12 miesięcy wcześniej 40% spółek negatywnie zaskoczyło.
Stany Zjednoczone
A to znaczy, że wielu ekspertów nie doszacowało potencjału drzemiącego w korporacjach amerykańskich. Dokładając do tego wysokie tempo tegorocznego wzrostu PKB, wielu inwestorów w oczekiwaniu rewizji w górę prognoz zysków i towarzyszących im zmian rekomendacji, postanowiło uprzedzić fakty i przystąpiło do zakupów. S&P 500 od schyłku listopada ubiegłego roku znajduje się w silnym trendzie wzrostowym (poprzednio wykres tego indeksu podobnie wyglądał na przełomie kwietnia i czerwca 2003 roku). Wydaje się zatem, że rynki akcji w Stanach Zjednoczonych złapały drugi oddech hossy.
Wiara w siłę największej na świecie gospodarki nie słabnie. Świadczą o tym wskaźniki nastroju. Indeks LEI firmy Conference Board wzrósł do 114,3 pkt w grudniu 2003 r. Zwyżka nie była wielka (o 0,2 pkt), jednak doszło do niej po raz dziewiąty z rzędu. Oznacza to, że w perspektywie 3 do 6 miesięcy nie grozi spowolnienie dynamicznego wzrostu gospodarki amerykańskiej. Podobne wnioski można wysnuć z analizy innej miary nastroju - indeksu Michigan. Według wstępnych danych, jego wartość zwiększyła się do 103,2 pkt w styczniu 2004 r. i była wyższa aż o przeszło 10 pkt niż przed miesiącem. Analitycy ankietowani przez Briefing.com spodziewali się mniejszej eksplozji optymizmu i obstawiali, że w tym miesiącu indeks wzrośnie do 94 pkt.
Wydarzeniem upływającego tygodnia z pewnością było doroczne przemówienie prezydenta Busha. Szef administracji republikańskiej obiecał, że w ciągu najbliższych pięciu lat federalne deficyty budżetowe zostaną zredukowane o połowę. Dojdzie do tego w wyniku cięć wydatków.