Kolejny tydzień upłynął pod znakiem dużego falowania cen akcji. Nastroje inwestorów zmieniały się w dość zaskakujący sposób, wręcz bez konkretnej przyczyny. Najlepiej odczuli to inwestorzy grający na futures. W dalszym ciągu styczeń upływa pod znakiem wzrostów spółek o mniejszej kapitalizacji, ale również wzrostu "śmieciowych" akcji.
Wydaje mi się, że to jeszcze nie koniec wzrostów firm średniej wielkości. Patrząc na zestawienie portfeli OFE można zauważyć, że możliwości zakupu przez nie lokomotyw warszawskiej giełdy są niewielkie, a pieniędzy z ZUS-u przybywa. W związku z tym naturalnym wydaje się postawienie śmiałej tezy, że fundusze będą doważać się akcjami średnich spółek o dobrej kondycji finansowej (chociażby Rafako) lub perspektywicznych (chociażby Stalexport). Dodatkowym czynnikiem napędzającym dobrą koniunkturę w tym segmencie jest paradoksalnie brak dużych pieniędzy na rynku, w związku z tym inwestorzy krajowi interesują się małymi spółkami... gdzie łatwiej o wzrosty.
O ile wzrost akcji średnich spółek był do przewidzenia, o tyle zaskakująca jest skala wzrostu papierów fundamentalnie "podejrzanych". Zazwyczaj akcje spółek "śmieciowych" rosły dwie-trzy sesje i zwiastowały koniec hossy. Tym razem sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż zwykle. Po dynamicznych wzrostach akcje korygują się, a następnie dalej idą w górę lub w najgorszym wypadku utrzymują cenę na wysokim poziomie. Takie zachowanie świadczy najlepiej o tęsknocie inwestorów za dużymi wzrostami całą szerokością rynku... i cierpliwi pewnie się doczekają.
Jesteśmy tuż przed decydującym wybiciem (i to nie jest nic odkrywczego!). Ostatnia gra na zniżkę na "odkurzany" plan Hausnera nie przyniosła efektów. Chętnych do sprzedaży akcji po niższych cenach nie było widać, więc pewnie wybicie nastąpi górą. Na razie na rynku hasają animatorzy.
Zwróć uwagę: