Bez wyraźnej tendencji rozpoczęły się pierwsze w tym tygodniu notowania na giełdach nowojorskich. Na początku sesji drożały akcje największych spółek, na czele z koncernem farmaceutycznym Merck. Jego akcje zdrożały przed południem o 2,5%, a bezpośrednim powodem był artykuł opublikowany w tygodniku "Barron's", mówiący o niedowartościowaniu papierów tej jednej z największych amerykańskich korporacji. Inwestorzy wczoraj zwracali znów uwagę na raporty spółek. Ten tydzień pod tym względem będzie wyjątkowo intensywny. O wynikach za IV kwartał ma poinformować ponad 140 firm. Wczoraj dzięki informacji o silniejszym od oczekiwanego wzroście zysku zdrożały w pierwszych godzinach sesji m.in. akcje firmy ubezpieczeniowej Safeco (+5,6%) i producenta drukarek Lexmark (+4,7%). Spadki kursów przeważały natomiast na rynku nowoczesnych technologii. W tych warunkach indeks Dow Jones zyskał do godz. 18.00 naszego czasu 0,32%, a wskaźnik Nasdaq Composite stracił 0,02%.
Na czołowych rynkach europejskich inwestorzy woleli pozbywać się akcji. Jak to często bywało, w ostatnim czasie znów, jako główny czynnik powodujący przeceny wymieniano perspektywy osłabienia dolara. Nastroje pogorszyły m.in. wypowiedzi guru światowych finansów - George'a Sorosa - w Davos, który przewiduje kryzys w amerykańskiej gospodarce. W takich okolicznościach taniały wczoraj głównie akcje spółek o profilu eksportowym, takich jak niemiecki Siemens (-1,1%) czy holenderski Philips (-1,2%). Na uwagę zasługiwał natomiast duży skok kursu akcji francuskiego koncernu farmaceutycznego Aventis (+5,8%). Wrogą ofertę przejęcia tej spółki złożył lokalny rywal Sanofi. O 3,6% staniały papiery niemieckiego potentata ubezpieczeniowego - Allianz. To efekt wypowiedzi prezesa Dresdner Banku, który uważa, że Allianz sprzeda kierowaną przez niego instytucję. Frankfurcki wskaźnik DAX stracił wczoraj 0,56%, paryski indeks CAC-40 obniżył się o 0,48%, a londyński FT-SE 100 o 0,34%.
O 0,87% spadł japoński Nikkei ciągnięty w dół przez bank UFJ (-12%). Okazało się, że ta instytucja ukrywała faktyczną wartość złych długów, co spowodowało spekulacje, że podobne praktyki mogą stosować również inne banki.