W politycznej ruletce wypadł wczoraj kolor czerwony. Dzięki cięciom cięć wczorajsza sesja zamiast "arbitrażowej" próby ataku na szczyty lub choćby przetrwania w konsolidacji politycznego zamieszania, poobcinała nie tylko plany oszczędności Hausnera, ale też zera na kontach optymistów. Najgorsza w tym wszystkim nie jest jednak długa czarna świeca na dziennym wykresie, ale fatalny obraz sesji i szereg negatywnych sygnałów, jaki ten spadek wygenerował.
Patrząc na wykres intraday już sam początek sesji powinien wywołać panikę u byków. Taka luka w środku konsolidacji zdarza się albo w wyniku emocji rynku terminowego, albo przy bardzo słabym rynku. Analogiczne zachowanie indeksu wskazało na drugi powód. Sam taki początek jest już dość silnym sygnałem, a do pogłębiania spadków doszło jeszcze przebicie na obu rynkach linii trendu pociągniętej od połowy listopada, oraz linii trendu (można mówić o dolnym ramieniu trójkąta) przebiegającej po styczniowych dołkach. Wszystko przy wyraźnie wyższych obrotach na akcjach oraz, co najdziwniejsze, rosnącej i tak bardzo wysokiej liczbie otwartych pozycji, która zamiast tradycyjnie skokowo spadać wraz z notowaniami (ucieczka byków), potwierdzała wzrostem wiarygodność ruchu na kontraktach.
Takie sygnały techniczne nie pozwalają na najbliższe sesje na żaden optymizm. Co prawda na pewno znajdą się zwolennicy łapania dołka na utrzymanej luce hossy indeksie z 2 stycznia oraz zakończenia spadku przy wsparciu na szczytach z początku listopada. Tyle tylko, że wczorajszy zupełny brak siły do choćby najmniejszego odbicia mocno wyprzedanego rynku, skazuje go co najwyżej na ruch powrotny, a następnie pogłębienie spadku. Wyjście nad wtorkowe zamknięcie na kontraktach i indeksie natychmiast przekreśli ten scenariusz.