Tegoroczny "efekt stycznia" większości inwestorów będzie się kojarzyć z długą i meczącą konsolidacją oraz nerwowymi ruchami na poziomie 4-miesięcznej linii trendu spadkowego. Niestety, finał tej rozgrywki, jaki nastąpił w środę, nie był korzystny dla posiadaczy akcji i długich pozycji. W tym dniu spotkały się dwie przeciwstawne tendencje: wspomniana już 4-miesięczna spadkowa oraz 2-miesięczny trend wzrostowy. Przeważyła ta pierwsza i pochodna opuściła dołem 3-tygodniowy trójkąt symetryczny. Pomiar zasięgu spadku dokonany w oparciu o tę formację plasuje możliwą przecenę na poziomie 1630 pkt - został w środę wypełniony w 100%. W razie obrony tego poziomu na wykresie mógłby pojawić się szeroki na 100 pkt i skierowany ku dołowi kanał (flaga?) - to bardziej optymistyczny wariant. Jego wartość praktyczną będziemy mogli poznać już dziś. Jeśli jednak powyższa koncepcja okaże się nietrafiona i wsparcie na 1630 pkt nie powstrzyma naporu podaży, to istnieje jeszcze jedna możliwość. Mianowicie inny sposób pomiaru, biorący pod uwagę szerokość 2-miesięcznego kanału hossy, wskazuje poziom 1575 pkt jako możliwe miejsce zakończenia spadku. Co ciekawe jest to również 50-proc. zniesienie ostatniego impulsu wzrostowego.

Tyle mówi teoria na temat perspektyw rynku w ujęciu, powiedzmy, średnioterminowym. Niestety, łatwość, z jaką byki oddały wsparcie na 1650 pkt, powoduje, że obawy o zdynamizowanie ruchu na południe są uzasadnione. Oscylatory szybkie nie dają wielkiej nadziei na powstrzymanie spadków kontraktów terminowych. Średnie CCI czy Stochastic przyspieszyły spadki, a ich potencjał jest wciąż bardzo znaczny. Z tego punku widzenia dodatnie wartości MACD oraz ROC(21) wydają się marną pociechą.