Na progu roku 2004 sporo się dzieje na i wokół rynku kapitałowego. Obowiązuje podatek od transakcji giełdowych, media trąbią o nowej strategii rozwojowej i publicznych ofertach, na ukończeniu jest kolejna nowela Prawa o publicznym obrocie papierami wartościowymi. Dużo zdarzeń i zapowiedzi, ale nie układają się one w spójną całość. Opodatkowanie giełdy nie wspiera ambitnych planów przekształcenia Warszawy w regionalne centrum finansowe. Proste, na pierwszy rzut oka, kasowanie 19 procent od nadwyżki przychodów nad kosztami operacji giełdowych, przy bliższym wejrzeniu nastręcza trudności techniczne i interpretacyjne. Skutki tego fiskalnego podboju rynku są na razie niewiadomą. Na pewno jest to wstydliwe ciało obce w ambitnym planie zwanym Agendą Warsaw City 2010. W gruncie rzeczy, realna, a nie życzeniowa treść planu, musi sprowadzać się do neutralizowania skutków podatku, choćby w formie uprzywilejowania inwestycji długoterminowych.

O ile strategia rozwojowa i budowa mocarstwowej pozycji Warszawy jest pieśnią przyszłości, o tyle nowe przepisy już się rodzą. Jest to n-ta nowelizacja prawa giełdowego, każdorazowo usprawiedliwiana dostosowaniem do standardów Unii Europejskiej i za każdym razem reklamowana jako pełne wcielenie unijnych dyrektyw. Tym razem chodzi o 102 zmiany! Pracuje się nad nimi w Sejmie z przykrą świadomością, że wraz z podpisem prezydenta, zajdzie potrzeba kolejnej nowelizacji, bo niestrudzona Bruksela wyprodukowała trzy nowe dyrektywy. Jest to zatem nowelizacja krocząca, tożsama z ciagłą destabilizacją reguł gry. Odkrywamy przy okazji niemiłą cechę Unii Europejskiej, nie tylko w tej dziedzinie. Można zrozumieć celowość ujednolicenia przepisów, w ramach budowy wspólnego rynku finansowego, w ramach tzw. Financial Services Action Plan. Zrozumiałe jest także, że psychoza terroryzmu oraz skandale giełdowe tworzą po obu stronach Atlantyku specyficzny klimat, w którym łatwo rodzą się coraz ostrzejsze rygory, w imię poskromienia "market abuse" oraz osiągania pełnej przezroczystości rynku. Chcąc nie chcąc, nasza Komisja Papierów Wartościowych i Giełd pęcznieje od obowiązków i uprawnień, które coraz trudniej skonsumować. Zarazem, krok po kroku, nadzór i nadregulacja wdzierają się w swobodę zawierania umów, tajemnicę bankową i handlową, naruszając nawet delikatną granicę prywatności i praw obywtatelskich. Urzędowa regulacja jest porażką środowiskowej samoregulacji, przyjmującej postać rozmaitych kodeksów dobrej praktyki korporacyjnej i rynkowej.

W obecnym klimacie krajowym i międzynarodowym nie ma na to siły. Można tylko zadbać o to, by przepisy krajowe nie wykraczały poza rygory unijnych dyrektyw. Z czasem warto się zastanowić, jak się bronić, wespół z Anglosasami, przed zalewem kontynentalnej nadregulacji...