Reakcja światowych rynków na nieznaczną (i dwuznaczną) zmianę treści komunikatu, wydanego po środowym posiedzeniu FOMC, pozwala ujrzeć ostatnią słabość naszego rynku akcji w szerszym kontekście. Jak poucza utrzymująca się od ponad dekady doskonała korelacja WIG i obrazującego koniunkturę na rynkach peryferyjnych indeksu MSCI Emerging Markets Free, nasza giełda jest z praktycznego punktu widzenia jedynie jednym z wielu rynków wschodzących. Czynniki lokalne określają średni poziom wyceny akcji w bardzo długim horyzoncie fundamentalnym, liczonym w latach, oraz w bardzo krótkim spekulacyjnym, liczonym z tygodniach (np. lipcowo-sierpniowy napływ środków do TFI). Trendy pośrednie (cykl hossa-bessa) zdeterminowane są natomiast przez przebieg cyklu koniunkturalnego w gospodarce światowej (trwającego zwykle ok. 3 lat: 1992-1995-1998-2001), do grania" na którym EM są wygodnym wehikułem (wysoka beta).

Podstawowy cykl gospodarki światowej jest oczywiście zbieżny z cyklem stóp procentowych i cyklem polityki pieniężnej na świecie, który wygodnie można obserwować na przykładzie największej gospodarki świata, czyli USA i ich banku centralnego, czyli Fed. W latach 1994, 1997 i 1999 początek zaostrzania polityki pieniężnej prowadzonej przez Fed był sygnałem zwiastującym zbliżanie się końca fazy wzrostowej fazy cyklu i poprzedziło bessy na EM i GPW z lat 1994-1995, 1997-1998 i 2000-2001. Zależność rozciąga się zresztą również na rynek obligacji. Wystarczy porównać zachowanie rentowności złotowych papierów skarbowych z rocznym dolarowym Liborem. Inwestorzy aktywni na EM muszą się więc oczywiście poważnie liczyć z tym, że faktyczne zaostrzenie polityki pieniężnej Fed ponownie wywołałoby gwałtowny odpływ kapitałów z peryferii (EM) do centrum (USA).

Czy do podwyżek w USA rzeczywiście dojdzie w tym roku? Śmiem wątpić. Sądzę, że od II kwartału rynki akcji i surowców spadając, a rynki obligacji i dolar rosnąc w oczekiwaniu na zaostrzenie polityki pieniężnej przez Fed, zlikwidują potrzebę i możliwość takiej zmiany polityki.