Kluczem do rozszyfrowania perspektyw rynku jest wskazanie przyczyn gwałtownej wyprzedaży papierów w ostatnią środę. Choć może być ich wiele - znaczne przewartościowanie większości blue chips, obawy o możliwość utrzymania zwyżki na światowych giełdach, zagrożenia związane z sytuacją finansów państwa - dotąd nie mąciły dobrych nastrojów na parkiecie. Wręcz przeciwnie, trudno było znaleźć pesymistyczne prognozy. Wystarczyło kilka godzin, by oczekiwania znacznie schłodzić. Z dużym prawdopodobieństwem można to wiązać z utratą przez inwestorów nadziei na uniknięcie większych problemów z długiem publicznym. Rynek uznał, że nawet wdrożenie w całości planu Hausnera, w formie przyjętej przez rząd, nie będzie w stanie uchronić przed przekroczeniem w tym roku kolejnego progu ostrożnościowego. Z technicznego punktu widzenia wyjście dołem z konsolidacji, to znak, że inwestorzy przestali wierzyć w przełamanie ubiegłorocznego maksimum. Jednocześnie dotąd przeważała opinia, że kontynuacja hossy na świecie w pewnym momencie będzie musiała "pociągnąć" nasze indeksy za sobą. Z ponownym wejściem w orbitę zainteresowania rynków sprawy podwyżki stóp procentowych w USA, dalszy wzrost światowych indeksów - przynajmniej w krótkim terminie - nie jest już taki pewny. To dodatkowo źle oddziałuje na warszawski parkiet.
Korekta czy koniec zwyżki
Wystarczyły dwie spadkowe sesje, by WIG20 dotarł do 38,2-proc. zniesienia dwumiesięcznej zwyżki. Właśnie z tym faktem można wiązać zatrzymanie przeceny na początku czwartkowych notowań. Odbicie od wsparcia pozwoliło na wykonanie ruchu powrotnego do linii trendu, zaczepionej o listopadowy dołek. Nie udało się przy tym obronić styczniowej luki hossy, co potwierdziło sygnał zmiany średniookresowego trendu na malejący. Zakres zwyżki wyznaczają w tej chwili połowa czarnej świecy z ostatniej środy (1636 pkt) oraz powstała tego dnia luka bessy z górną granicą przy 1674 pkt. Pokonanie tych oporów będzie oznaczać, że otrzymaliśmy fałszywe sygnały sprzedaży.
Zauważmy przy tym, że jesienna korekta notowań została powstrzymana przez 38,2-proc. zniesienie półrocznego wzrostu. Późniejsze przecięcie linii łączącej górki z października i listopada pozwalało sądzić, że rynek wraca do głównej tendencji. Teraz nie wydaje się to już takie oczywiste. Możliwości są dwie: w dalszym ciągu rynek jest w fazie korekty wzrostu z ub.r., która przybrała płaską postać i zawiera się w szerokim przedziale 1415-1712 pkt albo mamy do czynienia z końcową fazą hossy. Niestety, ostatecznej odpowiedzi na to pytanie nie poznamy natychmiast. Możemy natomiast wskazać te elementy, które nie nastrajają optymistycznie, i te pozwalające wierzyć w powrót kupujących na parkiet.
Koniec fali "b"?