Reklama

Możliwy koniec hossy

Ostatni tydzień przyniósł rozstrzygnięcie na warszawskim parkiecie. Opuszczenie dołem trzytygodniowej konsolidacji oraz przełamanie dwumiesięcznej linii trendu pozwalają na dłuższy czas zapomnieć o udanym ataku na szczyt z ubiegłego roku. Scenariusze na kolejne tygodnie mogą być tylko mniej lub bardziej pesymistyczne.

Publikacja: 31.01.2004 09:09

Kluczem do rozszyfrowania perspektyw rynku jest wskazanie przyczyn gwałtownej wyprzedaży papierów w ostatnią środę. Choć może być ich wiele - znaczne przewartościowanie większości blue chips, obawy o możliwość utrzymania zwyżki na światowych giełdach, zagrożenia związane z sytuacją finansów państwa - dotąd nie mąciły dobrych nastrojów na parkiecie. Wręcz przeciwnie, trudno było znaleźć pesymistyczne prognozy. Wystarczyło kilka godzin, by oczekiwania znacznie schłodzić. Z dużym prawdopodobieństwem można to wiązać z utratą przez inwestorów nadziei na uniknięcie większych problemów z długiem publicznym. Rynek uznał, że nawet wdrożenie w całości planu Hausnera, w formie przyjętej przez rząd, nie będzie w stanie uchronić przed przekroczeniem w tym roku kolejnego progu ostrożnościowego. Z technicznego punktu widzenia wyjście dołem z konsolidacji, to znak, że inwestorzy przestali wierzyć w przełamanie ubiegłorocznego maksimum. Jednocześnie dotąd przeważała opinia, że kontynuacja hossy na świecie w pewnym momencie będzie musiała "pociągnąć" nasze indeksy za sobą. Z ponownym wejściem w orbitę zainteresowania rynków sprawy podwyżki stóp procentowych w USA, dalszy wzrost światowych indeksów - przynajmniej w krótkim terminie - nie jest już taki pewny. To dodatkowo źle oddziałuje na warszawski parkiet.

Korekta czy koniec zwyżki

Wystarczyły dwie spadkowe sesje, by WIG20 dotarł do 38,2-proc. zniesienia dwumiesięcznej zwyżki. Właśnie z tym faktem można wiązać zatrzymanie przeceny na początku czwartkowych notowań. Odbicie od wsparcia pozwoliło na wykonanie ruchu powrotnego do linii trendu, zaczepionej o listopadowy dołek. Nie udało się przy tym obronić styczniowej luki hossy, co potwierdziło sygnał zmiany średniookresowego trendu na malejący. Zakres zwyżki wyznaczają w tej chwili połowa czarnej świecy z ostatniej środy (1636 pkt) oraz powstała tego dnia luka bessy z górną granicą przy 1674 pkt. Pokonanie tych oporów będzie oznaczać, że otrzymaliśmy fałszywe sygnały sprzedaży.

Zauważmy przy tym, że jesienna korekta notowań została powstrzymana przez 38,2-proc. zniesienie półrocznego wzrostu. Późniejsze przecięcie linii łączącej górki z października i listopada pozwalało sądzić, że rynek wraca do głównej tendencji. Teraz nie wydaje się to już takie oczywiste. Możliwości są dwie: w dalszym ciągu rynek jest w fazie korekty wzrostu z ub.r., która przybrała płaską postać i zawiera się w szerokim przedziale 1415-1712 pkt albo mamy do czynienia z końcową fazą hossy. Niestety, ostatecznej odpowiedzi na to pytanie nie poznamy natychmiast. Możemy natomiast wskazać te elementy, które nie nastrajają optymistycznie, i te pozwalające wierzyć w powrót kupujących na parkiet.

Koniec fali "b"?

Reklama
Reklama

W średniookresowym obrazie segmentu największych firm najbardziej niepokoją mnożące się negatywne dywergencje na wskaźniku akumulacja-dystrybucja. Zauważalne są zarówno na wykresach indeksów, jak i czołowych spółek. Potwierdzają przypuszczenia, że fala wzrostowa, jaka zaczęła się pod koniec listopada, była bardziej pochodną powstrzymywania się posiadaczy akcji przed ich wyprzedażą, niż napływu świeżego kapitału. Wzmacniają równocześnie obawy o to, że trwający od pięciu miesięcy trend obrazuje stopniową dystrybucję akcji po dynamicznej zwyżce rozpoczętej wiosną ub.r. Konsekwencją takiej interpretacji byłoby przyjęcie, że w segmencie blue chips bessa jeszcze się nie skończyła, a wzrost z 2003 r. był jedynie ruchem korekcyjnym. Znacznie upraszczając można by go nazwać falą "b" w elliottowskiej strukturze korekty typu a-b-c. Ten wariant jest prawdopodobny głównie dlatego, że WIG20 we wrześniu ub.r. zatrzymał się dokładnie na wysokości 61,8-proc. zniesienia fali spadkowej z okresu marzec 2000-jesień 2001 r. Czy jednak taki pesymistyczny scenariusz się zrealizuje, będzie wiadomo dopiero wtedy, gdy WIG20 spadnie poniżej 1415 pkt. Można przypuszczać, że jest on realny jedynie w sytuacji, gdy na światowe parkiety powróci bessa albo w Polsce dojdzie do przekroczenia przez dług publiczny w 2004 r. progu 55% PKB.

Negatywna dywergencja na tygodniowym Stochasticu to również niedobry znak. Tygodniowy MACD próbował ponowić sygnał kupna i na chwilę przedostał się ponad średnią. Takie zachowanie wskaźnika jest charakterystyczne raczej dla fazy dystrybucji niż korekty. Wzrost indeksów - mierzących koniunkturę na szerokim rynku - który doprowadził do ustanowienia nowych maksimów, ma taką samą wymowę.

Posiadacze akcji mogą jeszcze upatrywać swojej szansy w przebiegu wykresu WIG. Co prawda, nie zdołał on utrzymać się ponad wrześniowym maksimum i linią dwumiesięcznego trendu, ale pozostaje ponad prostą, biegnącą po jesiennych szczytach. Dlatego 21,3 tys. pkt trzeba uznać za kluczowy poziom. Jego przebicie dałoby sprzedającym sygnał do ataku na główną linię trendu. Wypada ona przy 20,5 tys. pkt. W takiej sytuacji zagrożenie jej przecięciem byłoby bardzo duże. Stąd w najbliższych dniach uwaga rynku skupi się na tym, czy wsparcie przy 21,3 tys. pkt wytrzyma, czy też nie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama