Reklama

Matematyka spod znaku Strzelca

Publikacja: 31.01.2004 09:24

Napisałem wczoraj o emisji akcji Brok-Strzelca. O tym, co sądzą na jej temat prawnicy, Komisja, spółka. Rozdzwoniły się telefony. Niektórzy inwestorzy pytają, co ja na ten temat myślę. No, przecież nie powiem, że... nic. Więc tak, czuję się wywołany do tablicy niczym uczeń na lekcji, dajmy na to, matematyki. Proszę się jednak nie spodziewać skomplikowanych wzorów, pierwiastków, potęg i silni. Od tego są eksperci. Silnie to ja się mogę... postarać wytłumaczyć, jak to widzę.

Początek

Najpierw spółka, czyli walne zgromadzenie akcjonariuszy, podjęła decyzję o emisji nowych akcji. Cenę emisyjną (x) ustaliła na poziomie minimum 1,9 zł. Przyjmijmy dla uproszczenia, że x = 1,9 zł (na co zresztą firma też się ostatecznie zdecydowała, więc błędu nie ma). Teza już na początku brzmiała zatem tak: 1 akcja = 1,9 zł. To pozwalało oszacować s (jak suma), czyli wpływy z emisji (minimum 5 mln papierów × 1,9 zł, maksimum 25 mln × 1,9 zł).

Rozwinięcie

Proste równania bywają zbyt proste. Kolejne walne (następstwo czasu nie jest zupełnie bez znaczenia) uznało tedy, że dobrze byłoby zaoferować inwestorom jakąś "dokładkę". Być może na zachętę. Postanowiło, że tą "dokładką" będzie prawo pierwszeństwa do objęcia obligacji zamiennych (w skrócie pp). Jak na zachętę przystało, miał to być prezent dla wszystkich, którzy zapiszą się na nowe akcje. Mamy więc równanie rozwinięte: 1,9 zł = 1 akcja + pp.

Reklama
Reklama

Suspens

Jakiś czas później (po dopuszczeniu emisji do publicznego obrotu) już nie walne, ale rada nadzorcza i zarząd - do czego niektórzy przywiązują pewną wagę - uznały, że byłoby dobrze, aby inwestorzy zrzekli się "dokładki". Ponieważ jednak to "rzecz" wartościowa (dlatego prawnicy mówią o prawie majątkowym, a specjaliści tę "wartościowość" skrupulatnie wyliczają - i ja w ich rachunki absolutnie wierzę), więc wiadomo było, że nikt się jej chętnie nie wyzbędzie. Zwłaszcza że dostał za darmo. Spółka proponuje tedy pieniądze - 30 groszy za pp. W efekcie piszemy: 1,9 zł = 1 akcja + 30 groszy.

Wnioski

Każdy inwestor, skłonny kupić akcje firmy, mógł jej ostatnią propozycję przyjąć bądź odrzucić. W pierwszym przypadku otrzymujemy jak wyżej: 1,9 zł = 1 akcja + 30 groszy, co po przekształceniu daje 1 akcja = 1,6 zł.

W drugim zostajemy przy równaniu 1,9 zł = 1 akcja + pp. Mamy więc ostatecznie stan pośredni między rozwinięciem a suspensem. O stanie początkowym nie ma już mowy. Także o szacowanych na początku maksymalnych i minimalnych wpływach z emisji możemy chyba w ostatecznym rozrachunku zapomnieć.

Mamy też - co z zasady jest chyba złe - jakby dwie grupy inwestorów, którzy zapisali się na akcje. Czy ich sytuacja jest identyczna, czy też któraś jest w lepszym położeniu? Proszę nie oczekiwać ode mnie, że rozstrzygnę dylemat, czy lepszy wróbel w garści, czy gołąb na dachu. Nie jestem ornitologiem.

Reklama
Reklama

Co do dokarmiania... o przepraszam, dopłacania przez spółkę do własnych akcji: ja się na tym nie znam i mam tę odwagę, aby się do niewiedzy przyznać. Na chłopski rozum powiedzieć można tyle: każdemu firma coś dodała, i to coś wartościowego: albo gołębia, albo wróbla.

Epilog, a właściwie

jego brak

Dlaczego spółka nie wytrwała przy początkowym równaniu? Dlaczego nie zastąpiła go innym (choćby zakładającym, że x

Wiadomo, wpływy z akcji + wpływy z obligacji = więcej pieniędzy. Bardzo potrzebnych pieniędzy. Być może znalazły się podmioty, które powiedziały wprost: weźmiemy akcje, pod warunkiem, że będziemy mieli pewność, że dostaniemy na atrakcyjnych warunkach także obligacje. Dlaczego w takim razie później spółka zaskoczyła wszystkich propozycją odkupienia tej "pewności"? Czyżby zreflektowali się dotychczasowi akcjonariusze, uznając, że więcej pieniędzy = więcej władzy dla nowych inwestorów i mniej dla starych? No, ale wcześniej też chyba wiedzieli, co robią. Ktoś powie: wiedzieli, ale nie byli w stanie nic z tym zrobić. To dlaczego w takim razie spółka nagięła się do ich oczekiwań? A może znaleźli się tacy inwestorzy, którzy powiedzieli otwarcie: 1,9 zł to za dużo i żaden gołąb nic tu nie pomoże? I dlatego trzeba było poszukać wróbla.

Proszę wybaczyć. Zbyt wiele pytań, zbyt wiele hipotez. Kręci się od tego w głowie. Na chłopski rozum nie jestem w stanie tego rozebrać. Ale i nie muszę: nie ja tego piwa nawarzyłem. Pozostańmy przy naszych równaniach.

Reklama
Reklama

Sprawdzian

Spółkę, jak każdego emitenta, czeka egzamin w sądzie. Będzie musiała przeprowadzić dowód na prawdziwość twierdzenia, że skomplikowane rachunki dają oczywisty wynik, a emisja może i powinna być zarejestrowana. Pozostaje wierzyć - bo pewności nie ma - że browar egzaminu - wbrew sugestii nomen omen - nie obleje i piana się nie rozleje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama