Wybicie WIG20 dołem z konsolidacji, które nastąpiło 28 stycznia, wydawało się jednoznaczne. Długa czarna świeca, skokowy wzrost obrotów i przełamanie linii krótkoterminowego trendu wzrostowego było nie do podważenia. Tymczasem kolejne trzy sesje to wyraźna przewaga byków, której uwieńczeniem było wczorajsze zamknięcie indeksu, mniej więcej na równi z otwarciem wspomnianej przełomowej sesji. Czy wybicie należy więc uznać za pułapkę?
Jeśli się dokładniej przyjrzymy rynkowi, niekoniecznie. Za wczorajszą 1,3-proc. zwyżkę WIG20 odpowiada właściwie tylko lider - KGHM - który jest najdroższy od września 2000 roku. Ignorować wpływu tych akcji na rynek nie można (dzięki swoje cenie mają obecnie największy, ponad 13-proc. udział w WIG20), ale jeden walor jeszcze hossy na GPW nie uczynił. A na pozostałych duży spółkach popyt jest pasywny, dzięki czemu byliśmy wczoraj świadkami niemrawego zachowania banków i sektora IT oraz słabej końcówki notowań PKN Orlen. Takie selektywne wzrosty dobrze rynkowi nie wróżą.
Mające miejsce na ostatnich sesjach wahnięcie indeksów w USA, które może być początkiem głębszej korekty, również naszemu rynkowi nie pomoże. Hossa trwająca nieprzerwanie w Budapeszcie ma przed sobą bardzo istotną barierę - szczyt z marca 2000 roku, od którego BUX dzieli niecałe 3%. Po tak dynamicznych trendach wzrostowych trudno więc będzie o wsparcie giełd światowych, a opieranie wzrostu na jednym liderze jest w dłuższym terminie niemożliwe. Dlatego też, mimo oczekiwań niezłych wyników spółek w ostatnim kwartale 2003, spodziewam się w krótkim terminie przynajmniej ponownego testu 1600 punktów, jeśli nie pogłębienia spadków.
Zwróć uwagę:
Polfa Kutno - IV kw. jednej z najbardziej rentownych spółek na GPW powinien być udany.