Rozpoczęta w zeszłym tygodniu na amerykańskim rynku akcji spadkowa korekta na razie nie znajduje kontynuacji. Dwie kolejne świece (początek sesji poniedziałkowej zapowiada trzecią) o małych korpusach plus wyraźnie zaznaczony dolny cień z czwartku pokazują, że rynek chwilowo odnalazł równowagę. Ponieważ jednak nie udało się na razie przekroczyć połowy wysokiej czarnej świecy ze środy, zagrożenie spadkami nie minęło. Wskazuje na to dodatkowo przełamany trend malejący na wskaźniku mierzącym zmienność rynku.

Opierając się na wykresie obejmującym wszystkie wartości indeksu można wytyczyć linią trendu przez dołki z 21 listopada i 10 grudnia 2003 roku. Po przebiciu najszybszej linii trendu to właśnie ta prosta powstrzymała sprzedających - gdyby na przykład poniedziałkowa, albo wtorkowa sesja udało została zakończona powyżej 1140 pkt, moglibyśmy przypuszczać, że kolejna próba zepchnięcia notowań na południe zakończyła się niepowodzeniem.

Wykres Nasdaq Composite wskazuje, że taka możliwość jest mało prawdopodobna. Wprawdzie i ten rynek, po zeszłotygodniowym odwrocie, wykazuje oznaki stabilizacji, ale jednocześnie ma jeszcze trochę miejsca na spadki. Główna linia trendu wzrostowego znajduje się na poziomie 2 tys. punktów, tymczasem poniedziałkową sesję indeks rozpoczął od 2060 punktów.

Wyraźne oznaki osłabienia zdradza londyński FT-SE 100. Indeks realizuje spadek wynikający z podwójnego szczytu, zbudowanego w zeszłym tygodniu. Według wartości z zamknięcia sesji do realizacji formacji brakuje jeszcze 20 punktów.

Na rynkach wschodzących, wobec ostrej korekty w Ameryce Południowej (wartość brazylijskiego indeksu Bovespa obniżyła się w cztery sesje o ponad 10% - wczorajsze notowania również rozpoczęły się od spadków) i na giełdach azjatyckich, coraz mocniej na pozycji lidera usadawia się budapeszteński BUX. Po zakończeniu spadkowej korekty, indeks po raz pierwszy od czasów internetowej hossy przekroczył 10 tysięcy punktów. Od rekordu wszechczasów z 10 marca 2000 roku indeks dzieli już tylko 280 punktów.