Warunki dotychczas sprzyjające wzrostowi kursów akcji w USA - redukcje podatków, większe wydatki rządowe i niskie stopy procentowe - nie zmienią się w najbliższych 9 miesiącach, przez które prezydent George W. Bush będzie walczył o drugą kadencję. Natomiast np. spółki medialne, takie jak Omnicom Group, największy na świecie właściciel agencji reklamowych, mogą liczyć na dodatkowe zyski z kampanii promujących kandydatów. Firma badająca ten rynek TNS Media Intelligence szacuje, że tegoroczne nakłady na polityczną reklamę wyniosą co najmniej miliard dolarów.
Wyborczy cykl w gospodarce
Z historii rynku wynika, że akcje szybciej rosną w drugiej połowie czteroletniej kadencji prezydenckiej, niż w pierwszej. Tak było w ośmiu z ostatnich 10 kadencji. W czasie dwóch pierwszych lat prezydentury Busha indeks S&P 500 stracił 33%. Najlepszy był dotychczas zazwyczaj trzeci rok kadencji i w 2003 r. wskaźnik ten zyskał 26%. Dobra koniunktura giełdowa utrzymywała się zwykle do końca roku wyborczego, i tak powinno być również teraz.
Cyklowi wyborczemu podlega zresztą nie tylko rynek akcji, ale cała amerykańska gospodarka. W minionym półwieczu w pierwszym i drugim roku kadencji prezydenckiej tempo wzrostu PKB wynosiło średnio 2,7%. Natomiast w dwóch ostatnich latach kadencji zwiększało się do 4,3%.
Jedną z przyczyn takiego właśnie zachowywania się wskaźników jest to, że nowy prezydent, obejmując urząd, aplikuje gospodarce lekarstwa mające ją uzdrowić w dłuższej perspektywie - podnosi podatki i tnie wydatki rządowe. Bezpośrednim następstwem takich decyzji bywa recesja lub spadki na giełdach.