Ceny ropy naftowej spadły wczoraj na londyńskiej giełdzie IPE o ponad 1%. Uczestnicy rynku zareagowali w ten sposób na prognozy zapowiadające wyższe od normy temperatury w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, której mieszkańcy zużywają najwięcej oleju opałowego. Przez najbliższy tydzień ma tam być o 2 stopnie Celsjusza cieplej niż zazwyczaj o tej porze roku. Wczorajsze spadki cen były też korektą po ich gwałtownej zwyżce z poprzedniego dnia, wywołanej doniesieniami o pożarach w dwóch rafineriach na środkowym zachodzie USA. Okazało się, że mimo tych awarii i zwiększonego popytu na olej opałowy, nie ma obaw, by go zabrakło. Popołudniowe notowania zdominowało oczekiwanie na dzisiejszy raport Departamentu Energetyki o stanie zapasów ropy i produktów naftowych w Stanach Zjednoczonych. Natomiast za tydzień będzie znana decyzja OPEC o wielkości produkcji tego kartelu w najbliższych miesiącach. Wenezuelski minister energii i bogactw naturalnych Rafael Ramirez powiedział wczoraj, że OPEC albo zmniejszy wydobycie, albo go nie zmieni, wykluczył natomiast jakiekolwiek zwiększenie produkcji. Po południu na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy gatunku Brent z dostawą w marcu kosztowała 29,80 USD, wobec 30,23 USD na poniedziałkowym zamknięciu.

Cena złota skoczyła wczoraj prawie o 2% na wieść o znalezieniu trującej rycyny w przesyłce dostarczonej do biura szefa republikańskiej większości w amerykańskim Senacie Billa Frista. Informacja ta spowodowała bowiem spadek kursu dolara i zwiększyła obawy o zagrożenie atakiem terrorystycznym. Pojawiła się przecież wkrótce po odwołaniu w czasie weekendu przez trzy linie lotnicze lotów z Europy do Stanów Zjednoczonych. Cena złota jest bardzo wrażliwa na zmiany notowań amerykańskiej waluty, w której jest wyrażana. Popyt na kruszec wzrasta też zawsze wtedy, gdy na świecie dzieje się coś złego lub zanosi się na to. W takich okolicznościach złoto jest bowiem traktowane jako bezpieczna lokata. Uncja złota z natychmiastową dostawą zdrożała na londyńskiej giełdzie o 7,65 USD, 1,9%, do 403,65 USD.

Miedź nadal drożała w wyniku strajków w Chile i Kanadzie. Od piątku, gdy wstrzymano wydobycie w kopalni Cerro Colorado, cena miedzi wzrosła już o 3,2%. Morgan Stanley ostrzegł, że nadwyżka popytu nad podażą zwiększy się w tym roku o 15%, do 426 tys. ton. Po południu na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono 2528 USD, wobec 2497 USD na poniedziałkowym zamknięciu.