Reklama

Słaby dolar nie jest problemem Ameryki

Weekendowy szczyt G-7 zapewne w niewielkim stopniu zmieni obecne tendencje na rynku walutowym. W piątek jen stracił wprawdzie na wartości wobec dolara, ale wyłącznie w wyniku zapowiedzi, że japoński rząd nadal będzie sprzedawał swoją walutę. Amerykanie nie mają bowiem ochoty na obronę własnej waluty.

Publikacja: 07.02.2004 08:33

Wczoraj na Florydzie rozpoczęło się spotkanie ministrów finansów i szefów banków centralnych najbardziej uprzemysłowionych państw tworzących Grupę Siedmiu. Są to Stany Zjednoczone, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Kanada - w kolejności odzwierciedlającej wielkość ich PKB. Opublikowanie wspólnego oświadczenia zapowiedziano na sobotnie popołudnie lokalnego czasu.

Przed odlotem na tę konferencję japoński minister finansów Sadakazu Tanigaki oświadczył na lotnisku w Tokio, że powie pozostałym jej uczestnikom, że jego rząd jest gotów działać w obronie ożywienia tamtejszej gospodarki po trzech recesjach, których doświadczyła w niecałe 10 lat. Uczestnicy rynku walutowego odebrali to jako zapowiedź kolejnych interwencji, polegających na kupowaniu dolarów, by osłabić skutki trwającego już ponad rok spadku kursu amerykańskiej waluty. W rezultacie kurs jena w piątek rano w Londynie spadł do 106,46 za dolara, ze 105,83 na czwartkowym zamknięciu w Nowym Jorku.

- Kursy walutowe powinny zmieniać się tak, by odzwierciedlało to fundamenty poszczególnych gospodarek. Będę o tym mówił na szczycie G-7 i w czasie prywatnego spotkania z amerykańskim sekretarzem skarbu Johnem Snow - powiedział Tanigaki.

Japonia interweniuje

Japonia nie ogranicza się do deklaracji. Tamtejsze Ministerstwo Finansów niedawno poinformowało o kupieniu w ub.r. 192,2 mld USD za 20,4 bln jenów. Była to kwota pięciokrotnie większa od przeznaczonej na interwencje w 2002 r. W pierwszych czterech tygodniach br. Bank Japonii wydał na zakupy dolarów 7,15 bln jenów.

Reklama
Reklama

Dzięki tym interwencjom jen wolniej umacnia się do dolara niż euro. Od poprzedniego spotkania G-7 we wrześniu ub.r. kurs dolara spadł o 9% wobec euro i o 7% w stosunku do japońskiej waluty. Oświadczenie po tamtym spotkaniu zawierało stwierdzenie, że kursy walutowe powinny być "bardziej elastyczne". Rynek zinterpretował to jako poparcie dla osłabiania dolara.

Fed nie będzie bronił dolara

Dopiero gdy kurs dolara zbliżył się do granicy 1,30 za euro, szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet zdobył się na oświadczenie, że "zbyt brutalne" zmiany kursów nie są pożądane. Przed odlotem na Florydę powiedział, że jest "zaniepokojony nadmiernymi zmianami kursów".

Dolar może umacniać się po publikowaniu w USA dobrych informacji makroekonomicznych, ale trwałe odwrócenie spadku jego kursu może spowodować tylko EBC, obniżając stopy procentowe w strefie euro. Na pewno nie można spodziewać się, by w obronie dolara podniósł stopy amerykański bank centralny.

- Komentarz

Ameryce słaby dolar nie szkodzi. Przeciwnie - łagodzi napięcia w bilansie handlowym, zwiększa przychody eksporterów, może przyczynić się do spadku bezrobocia. Słowem, dolar jest amerykańską walutą, ale spadek jego kursu nie jest problemem Ameryki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama