Wczoraj na Florydzie rozpoczęło się spotkanie ministrów finansów i szefów banków centralnych najbardziej uprzemysłowionych państw tworzących Grupę Siedmiu. Są to Stany Zjednoczone, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Kanada - w kolejności odzwierciedlającej wielkość ich PKB. Opublikowanie wspólnego oświadczenia zapowiedziano na sobotnie popołudnie lokalnego czasu.
Przed odlotem na tę konferencję japoński minister finansów Sadakazu Tanigaki oświadczył na lotnisku w Tokio, że powie pozostałym jej uczestnikom, że jego rząd jest gotów działać w obronie ożywienia tamtejszej gospodarki po trzech recesjach, których doświadczyła w niecałe 10 lat. Uczestnicy rynku walutowego odebrali to jako zapowiedź kolejnych interwencji, polegających na kupowaniu dolarów, by osłabić skutki trwającego już ponad rok spadku kursu amerykańskiej waluty. W rezultacie kurs jena w piątek rano w Londynie spadł do 106,46 za dolara, ze 105,83 na czwartkowym zamknięciu w Nowym Jorku.
- Kursy walutowe powinny zmieniać się tak, by odzwierciedlało to fundamenty poszczególnych gospodarek. Będę o tym mówił na szczycie G-7 i w czasie prywatnego spotkania z amerykańskim sekretarzem skarbu Johnem Snow - powiedział Tanigaki.
Japonia interweniuje
Japonia nie ogranicza się do deklaracji. Tamtejsze Ministerstwo Finansów niedawno poinformowało o kupieniu w ub.r. 192,2 mld USD za 20,4 bln jenów. Była to kwota pięciokrotnie większa od przeznaczonej na interwencje w 2002 r. W pierwszych czterech tygodniach br. Bank Japonii wydał na zakupy dolarów 7,15 bln jenów.