Reklama

Coraz bliżej 5 zł za euro

Złoty bije kolejne rekordy wobec euro. Jest coraz bardziej prawdopodobne, że niedługo waluta europejska będzie kosztować 5 zł. Tak uważają np. analitycy angielskiego banku HSBC. Co to oznacza dla polskiej gospodarki? Najgroźniejszy jest obecnie wzrost długu publicznego. Na osłabieniu złotego tracą gospodarstwa domowe i importerzy.

Publikacja: 10.02.2004 08:16

Również w ocenie krajowych analityków nasza waluta może się w najbliższym czasie osłabić do poziomu 5 zł za euro. Powody są dwa: ryzyko odrzucenia planu Hausnera oraz umocnienie euro do dolara na międzynarodowych rynkach.

- Wszystko wskazuje na to, że euro będzie nadal rosnąć. Mogłaby w tym przeszkodzić jedynie obniżka stóp Europejskiego Banku Centralnego. Ale na to się raczej nie zanosi - mówi Marek Nienałtowski, analityk Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. Jego zdaniem, sytuacja na krajowym rynku walutowym jest obecnie bardzo nerwowa. - Wystarczy wypowiedź jednego polityka z PO czy SLD, sugerująca, że plan Hausnera nie zostanie przyjęty, aby wywindować kurs euro do poziomu 5 zł - twierdzi M. Nienałtowski.

Najważniejszym zagrożeniem dla gospodarki, związanym z dalszym osłabieniem naszej waluty, jest wzrost długu publicznego. Rząd przyjął w ustawie budżetowej na 2004 r., że dług publiczny (w wariancie bez planu Hausnera) wyniesie 54,8% PKB. Wyliczenia te oparto na założeniu, że średnioroczny kurs euro wyniesie w tym roku 4,6092 zł. Tyle że - na razie - średnia cena wspólnej waluty od początku roku wynosi 4,73zł. A to oznacza, że przekroczenie przez dług publiczny poziomu 55% PKB jest coraz bliższe. Według naszych wyliczeń, wystarczy, aby średnioroczny kurs euro wyniósł 4,87zł. A analitycy z HSBC zwracają uwagę na jeszcze jeden czynnik ryzyka: bardzo optymistyczne założenia dotyczące wzrostu gospodarczego w Polsce.

Słaby złoty to nie tylko większy dług publiczny. To również większe zobowiązania gospodarstw domowych, które zadłużyły się w euro. Kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kilka lat temu pożyczki na sumę kilkudziesięciu tysięcy euro, wydają dziś na ich obsługę o kilkaset złotych więcej. Dla przykładu osoby, które w 2001 r. wzięły kredyt w euro w wysokości ok. 30 tys. euro po kursie 4,10 zł, płaciły wtedy raty w wysokości ok. 1100 zł miesięcznie. Dziś płacą 1300 zł.

Mocne euro szkodzi też importerom. Po przeliczeniu na złote sprowadzone przez nich towary są coraz droższe. Importerzy są więc zmuszeni do obniżania marż, co zmniejsza ich zyski. Inne rozwiązanie to podnoszenie cen na polskim rynku. Ale to z kolei prowadzi do spadku obrotów. Część firm zabezpiecza się przed taką sytuacją, podpisując kontrakty w dolarach.

Reklama
Reklama

Paradoksalnie, na słabnącym euro mogą też tracić eksporterzy. Chodzi o przedsiębiorstwa, które surowce do produkcji kupują za granicą. Z danych NBP wynika, że średnio 20% ogólnych kosztów ponoszonych przez eksporterów stanowi import surowców. U firm działających tylko na rynku krajowym wskaźnik ten nie przekracza 6%. Zatem drożejące euro to dla eksporterów nie tylko dobrodziejstwo w postaci zwiększonych przychodów wyrażonych w złotych, ale też wzrost kosztów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama