Wtorkowy wzrost indeksu kontraktów spowodował nieznaczne przekroczenie szczytu z 2 września na poziomie 1767 pkt. Teoretycznie oznacza to otwarcie drogi do dalszego wzrostu. Podobnych wniosków dostarcza bardzo duża dynamika zwyżki, zamknięcie na poziomie dziennego maksimum oraz utworzenie drugiej z rzędu długiej białej świecy.

W dłuższej perspektywie istnieją jednak czynniki budzące wątpliwości co do trwałości trendu. Po pierwsze wywindowanie bazy do 35 pkt oznacza radykalną zmianę nastawienia inwestorów - na bardzo optymistyczne. Jeszcze niedawno, po silnym spadku pod koniec stycznia baza była ujemna, a na rynku dominował pesymizm. Obecne wzrosty świadczą o tym, że inwestorzy wyciągali wtedy błędne wnioski, a teraz panicznie gonią rynek. Towarzyszący temu wysoki poziom emocji może zapowiadać lokalne przesilenie.

Tymczasem wrześniowy opór jest bardzo blisko, tak więc ewentualna korekta mogłaby zepchnąć kontrakty poniżej niego. Nie byłby to dobry sygnał. Druga sprawa to zachowanie niektórych wskaźników. RSI i MACD znajdują się znacznie poniżej nie tylko wrześniowego szczytu, ale i lokalnych wierzchołków z połowy stycznia. Oznacza to duże prawdopodobieństwo utworzenia negatywnych dywergencji. Oczywiście jeśli rynek dalej będzie rósł w takim tempie, to wskaźniki nadążą za kontraktami i żadnych dywergencji nie będzie. To jednak wydaje się mało prawdopodobne.

Większe szanse realizacji ma scenariusz zakładający powolne tworzenie się jakiejś formacji wierzchołkowej. Oznacza to, ze w najbliższej przyszłości tendencja wzrostowa nadal może przeważać, ale należy liczyć się z silnymi korektami i ogólnym rozchwianiem rynku. Szczególnie negatywnym sygnałem byłaby powolna i niemrawa kontynuacja wzrostów połączona z powszechnym oczekiwaniem na wielką hossę.