Przebieg wczorajszej sesji był bardzo podobny do tego, w czym mieliśmy okazję uczestniczyć w ostatnim dniu ubiegłego tygodnia. Także i tym razem optymizm z początku sesji nie udzielił się większości i tuż po rozpoczęciu notowań na rynku akcji przyszło otrzeźwienie rozpalonych głów.

Zaczęliśmy ciekawie, bo na lekkim plusie. Kursy rosły, jeszcze zanim ruszył rynek kasowy. Tuż przed 10.00 ceny kontraktów zbliżyły się do piątkowego szczytu na odległość 3 pkt. Nie było śmiałków, by zaatakować szczyt, bez zapoznania się z sytuacją na rynku akcji. Tym razem ostrożność się opłaciła. Popyt na rynku akcji był mały. Próbowano podnieść indeks koszykami zleceń kupna, ale nie przyniosło to większego efektu. Widać było, że popyt wstrzymuje się z decyzją. Takie wahanie kupujących tuż pod szczytem nie mogło się podobać. Rynek nie był przygotowany do kontynuacji wzrostu. Gdy stało się to jasne, kursy zaczęły się oddalać od szczytów. Spadek nie był dynamiczny i właściwie poza jedną krótką chwilą ceny pozostawały w konsolidacji. Popyt próbował jeszcze ratować twarz w końcówce sesji, ale efektem tego było tylko zażegnanie niebezpieczeństwa wyznaczenia nowych minimów sesji. Sesja skończyła się dokładnie "na zero".

Można zatem przyjąć, że nadal mamy do czynienia z konsolidacją budowaną tuż pod poziomem szczytów. Na razie okres trendu bocznego nie jest długi, co sprawia, że konsolidacja jest odczytywana jako oznaka siły rynku. Mimo poważnych oporów ceny nie spadają. Wydaje się, że popyt trzyma rękę na pulsie. Problem pojawi się, gdy nie będzie dochodzić do wybicia górą i konsolidacja będzie się przedłużać. Wtedy ruch boczny będzie coraz mniej korzystny dla posiadaczy długich pozycji, bo będzie to oznaczać, że popyt nie jest w stanie pokonać oporów.