Z dojściem do wrześniowego szczytu zarówno indeks, jak i kontrakty, nie miały większego problemu. Schody zaczęły się dopiero na poziomie tego oporu, a przy każdej dotychczasowej próbie wybicia albo widać zupełny brak popytu, albo są nim jedynie koszyki zleceń kupna pochodzące od arbitrażystów. Pytanie teraz, czy jest to zbieranie sił pod dalsze wzrosty, czy nieudany atak na szczyty i odwracanie trendu. Na to pytanie w tej chwili odpowiedź jest tylko jedna - to zależy. Zależy od losów planu Hausnera i trochę zgadywaniem byłoby już teraz przesądzanie losów rynku na początek marca. Większość inwestorów wstrzymuje się z decyzjami głównie z powodu tej niepewności.
Tej niepewności zupełnie brakuje bankowcom, których jak co miesiąc ankietował Pentor, publikujący indeks Pengab. Jeden z jego składników to opisywane już tutaj saldo prognozy popytu na akcje. Wynik w tym miesiącu wyjątkowo ciekawy, gdyż saldo prognozy wzrosło z +16 do, można powiedzieć, ekstremalnego +31. Wzrostu popytu na akcje oczekuje 38% (+11) a spadku jedynie 6% (-5). Zobaczmy krótko jak to wyglądało od początku całej hossy. Za moment jej rozpoczęcia można uznać testowanie dołka bessy w listopadzie 2002 r. Wtedy saldo popytu wynosiło tylko +4. Po wzroście WIG20 ponad 200 pkt. na wielomiesięcznym szczycie w styczniu mieliśmy już +26. Następny punkt zwrotny to luty/marzec z wartościami +3/+7 Te ekstrema utrzymały się aż do powakacyjnych szczytów, gdy najpierw wrzesień i październik pokazał na szczytach +25, ale dopiero listopad przyniósł ich przekroczenie (+31) i bardzo dynamiczny spadek, choć zakończony fałszywym wybiciem. Podsumowując, powtórka tak optymistycznej prognozy popytu na akcje (+31) sugeruje, że nawet jeśli wybijemy się w górę, to ciężko liczyć na trwały ruch.