- Polska dostanie w latach 2007-2013 o wiele więcej od Hiszpanii. Z całą pewnością będzie to kwota wyższa od 50 mld euro - powiedział Jean-Charles Leygues, dyrektor w Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Regionalnej Komisji Europejskiej. Musimy jednak udowodnić, że potrafimy właściwie spożytkować te pieniądze.

- Propozycja unijna, dotycząca nowej polityki spójności, jest w dużym stopniu zbieżna ze stanowiskiem polskiego rządu w tej sprawie - powiedziała Krystyna Gurbiel, wiceminister gospodarki. Unia Europejska w latach 2007-2013 przeznaczy na wyrównywanie poziomów między swoimi członkami 336 mld euro. Na regiony opóźnione, wymagające większego wsparcia, zostanie przeznaczone 78% tej sumy, z czego ponad 152 mld euro przypadnie na kraje wstępujące, w tym Polskę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Komisja przyzna nam wręcz za dużo i będzie trzeba tę sumę zmniejszyć. Jednym z kryteriów przyznawania pieniędzy z unijnych funduszy jest wysokość PKB danego państwa członkowskiego. Pula środków na jeden rok nie może przekroczyć 4% PKB, czyli w przypadku Polski ok. 7 mld euro (mnożone przez liczbę lat daje nam to mniej niż 50 mld).

- Najpierw nasze szacunki muszą zostać zaakceptowane przez Radę Ministrów Unii, dopiero wtedy możemy mówić o konkretnych liczbach - powiedział J. Ch. Leygues. Komisja zapowiedziała, że negocjacje finansowe zostaną sfinalizowane do końca 2005 roku. Dyrektor Leygues radzi nam, abyśmy skupili się na absorpcji środków, które mamy do dyspozycji do 2007 roku. - Duży wpływ na to, jakie decyzje zapadną, będzie miało to, w jakim stopniu wykorzystaliście te 11 mld - powiedział. - Te środki to z całą pewnością szansa, ale i wyzwanie dla Polski. Musicie udowodnić, że potraficie je właściwie spożytkować - dodał. Aby mieć prawo do unijnych pieniędzy, musimy współfinansować projekty, które będą czerpać z funduszy UE. - My nie płacimy nigdy całości, czasem jest to 70%, czasem 50%, resztę wykłada kraj członkowski - powiedział J. Ch. Leygues.