Krakowski Artman handluje odzieżą pod marką House. Pieniędzy na rozwój zamierza szukać na rynku publicznym. Prospekt emisyjny jest już niemal gotowy. - Wstępna wersja została opracowana. W weekend będzie się nią zajmował zarząd przedsiębiorstwa. Zależy nam na czasie. Dokument powinien trafić do KPWiG w przyszłym tygodniu lub na początku następnego - mówi Grzegorz Koterwa, dyrektor finansowy firmy.

Najprawdopodobniej w poniedziałek odbędzie się walne zgromadzenie akcjonariuszy Artmana (spółką akcyjną jest zaledwie od grudnia ubiegłego roku). Z błyskawicznym zwołaniem WZA nie ma problemów. Właścicielami spółki są tylko trzy osoby: Krzysztof Bajołek, Arkadiusz Bajołek i Jan Pilch. Pierwszy jest prezesem przedsiębiorstwa, drugi członkiem zarządu, a ostatni - wiceprezesem.

Walne zgromadzenie ma podjąć decyzje w sprawie emisji akcji, które trafią do inwestorów giełdowych. Wartość publicznej oferty będzie zależała od wyceny przedsiębiorstwa. - Nadal szacujemy jednak, że emisja przyniesie nam nie więcej niż 30 mln zł - mówi dyrektor G. Koterwa.

Artman projektuje odzież i zleca jej produkcję, m.in. na Dalekim Wschodzie. Teraz - podobnie jak działające na tych samych zasadach LPP i Redan - chce dołączyć do grona firm giełdowych. Ma również ten sam cel: zdobycie środków na szybki rozwój budowanej od połowy 2001 r. sieci dystrybucji (wcześniej krakowska firma hurtowo handlowała odzieżą, a wyroby opatrzone własną marką sprzedawała za pośrednictwem obcych sklepów). Sieć liczy ponad 40 salonów, z czego ponad połowa to własne placówki Artmana (w centrach handlowych dużych miast).

Spółka notuje poprawę wyników. W ubiegłym roku jej przychody sięgnęły, jak się dowiedzieliśmy, 87 mln zł. W 2002 roku wyniosły 65 mln zł. Jaki był zysk, nie wiadomo.